Chorwacki szkoleniowiec gości pomeczową konferencję prasową zaczął właśnie od stwierdzenia, że jest szczęśliwy. Zresztą, jeszcze przed zejściem z boiska drużyna i sztab wyglądali tak, jakby ktoś zdjął z nich duży ciężar.
"Zagraliśmy dobry mecz i dziękuję naszym fanom za wsparcie. Widziałem ducha walki. Zdobyliśmy trzy punkty w bardzo trudnym meczu. To była kwestia czasu, kiedy wejdziemy w spotkaniach ligowych na poziom, jaki drużyna prezentuje na treningach" - zaznaczył.
Widzew chwilami pozwalał Wiśle Płock rozwijać skrzydła, ale mógł też wygrać znacząco wyżej niż 2:0. Wystarczy wspomnieć, że trzech różnych piłkarzy łódzkiej drużyny trafiało w poprzeczkę bramki gospodarzy.
"Musimy kontynuować swoją pracę i kontynuować proces, w którym jesteśmy. Wcześniej była walka jeden za drugiego, a teraz zdobyliśmy trzy punkty. Ale to nie jest nic specjalnego, nic wielkiego, bo wiem, jakie są możliwości tej drużyny" - dodał.
W zupełnie innym nastroju po sobotniej porażce był trener Wisły Mariusz Misiura. Jego zespół co prawda pozostaje wiceliderem, ale górna część tabeli jest jeszcze bardziej spłaszczona niż wcześniej i w jedną kolejkę "Nafciarze" mogą spaść w okolice środka tabeli.
"Gratuluję drużynie Widzewa zwycięstwa. W tym spotkaniu stworzyła sobie na pewno więcej klarownych sytuacji niż płocka Wisła, ale uważam, że to nie jest najważniejsze w tym meczu. Bo stwarzanie sytuacji nie daje punktów i mówię to dlatego, gdyż doświadczyliśmy tego w poprzednim tygodniu, kiedy stworzyliśmy sobie więcej sytuacji z Piastem Gliwice, a przegraliśmy" - analizował szkoleniowiec gospodarzy.
Misiura nie krył rozgoryczenia, głównie z powodu jednej decyzji sędziego Patryka Gryckiewicza, gdy zawodnicy Wisły domagali się rzutu karnego na swoją korzyść. Tymczasem jedyna jedenastka w meczu została podyktowana dla Widzewa.
"Chcę powiedzieć, że ja mam marzenia. Moja fantastyczna drużyna i mój sztab i nasi wspaniali pracownicy, włodarze klubu też mają marzenia, jak i fantastyczni kibice, którzy są z nami na dobre i na złe. I nie powinno mieć znaczenia, czy na boisku gra Wisły Płock, czy GKS Katowice, Widzew Łódź, czy Legia Warszawa, czy jeszcze inny zespół. Jeżeli jest w polu karnym faul na zawodniku, to jest rzut karny, bez względu na to, jaką nosimy koszulkę. I chciałbym, żeby to było respektowane. Bo sytuacja przy 1:0, z Markusem Haglindem-Sangre to jest stuprocentowy rzut karny i powiem szczerze, nawet nie mam więcej nic do powiedzenia" – zakończył podsumowanie spotkania trener Wisły.
