Duńczyk miał powody do zadowolenia, bo jego podopieczni zagrali koncertowo i już po sześciu minutach prowadzili 2:0.
"Jestem bardzo dumny z występu mojego zespołu, zagraliśmy świetne zawody. W czwartek mieliśmy bardzo trudne spotkanie w Lidze Europy zarówno pod względem fizycznym, jak i mentalnym. Udało nam się „odbić” po tej porażce z Bayerem Leverkusen, moi piłkarze bardzo profesjonalnie podeszli do tego meczu. Myślę, że ta ich motywacja wzięła się też z pewnego rozdrażnienia. To nie był dla nas miły czwartek, nikt w końcu nie lubi przegrywać 0:4. Myślę, że odpowiedzieliśmy dzisiaj we właściwy sposób" – podkreślił.
Szkoleniowiec nawiązał do sytuacji z Pablo Rodriguezem, który kilka dni temu złamał zasady panujące w drużynie i nie pojawił się w wyjściowym składzie w meczu Ligi Europy. Hiszpan przeciwko Koronie zagrał już od pierwszej minuty, zdobył dwa gole i zaliczył trzy asysty.
"Pablo jest bardzo ważnym i znakomitym zawodnikiem i jako szkoleniowiec mogłem sobie tylko wymarzyć taką reakcję na ostatnią sytuacją. To nie był jego pierwszy taki występ, bowiem w tym sezonie dał nam już bardzo dużo goli i asyst" – zaznaczył.

Frederiksen poinformował, że przerwa obrońcy Wojciecha Mońki potrwa jednak dłużej, niż wcześniej sądzono. 19-letni obrońca doznał urazu w pojedynku z Bayerem i po niespełna kwadransie opuścił boisko.
"Niestety, Wojtek do nas wróci dopiero za trzy, cztery tygodnie" – wyjaśnił.
Trener Korony Jacek Zieliński nie krył frustracji po wysokiej porażce i przyznał, że po takim spotkaniu trudno zebrać mu myśli.
"Gdybym się rozwodził nad tym, co tu się działo, to chyba bym się wygłupił. Trzeba po prostu pogratulować Lechowi dobrego meczu, zdeklasował nas po prostu. W pierwszych minutach zagraliśmy jak dzieci we mgle, dwie bliźniacze akcje, po których tracimy gole bez jakiejkolwiek reakcji ze strony moich zawodników. Dostaliśmy sześć razy w twarz, byliśmy tylko tłem dla Lecha. Nie mamy żadnego alibi i trzeba z pokorą pochylić głowę. Czeka nas smutna podróż do domu" – powiedział.
Jak dodał, liczy na szybko rehabilitację swoich zawodników w kolejnym meczu z GKS-em Katowice.
"W piłce tak jest, że każdy kolejny mecz daje szansę na rewanż i odbudowanie swojej reputacji. Nad tym musimy popracować w kolejnym tygodniu".
W 25. minucie po starciu z Radosławem Murawskim Ondrej Lingr doznał urazu twarzy i w karetce opuścił stadion. Zieliński przyznał, że runda jesienna jest już prawdopodobnie zakończona dla czeskiego pomocnika.
"Wyglądało to bardzo źle, Ondrej ma prawdopodobnie złamaną szczękę. Wkrótce zapadnie decyzja, czy zostanie od razu zoperowany, czy wróci z nami do Kielc. Wszystko wskazuje, że w tym roku już nie zagra" – podsumował opiekun Kielczan.
