Brazylijczyk Evanilson (26. minuta) i Hiszpan Alejandro Jimenez (33.) dali gospodarzom dwubramkowe prowadzenie, ale różnicę jeszcze przed przerwą zmniejszył Holender Virgil van Dijk (45.). Gdy w 80. minucie do wyrównania doprowadził Węgier Dominik Szoboszlai, wydawało się, że "The Reds", którzy mieli dużą przewagę w tej części gry, zdążą jeszcze rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść.
Jednak w ostatniej akcji meczu mistrzowie Anglii dali się zaskoczyć. Po zamieszaniu w polu karnym do bramki z ostrego kąta trafił Marokańczyk Amine Adli (90+5.).
Liverpool został pokonany po raz pierwszy od 26 listopada, gdy przegrał z PSV Eindhoven 1:4 w Lidze Mistrzów. Cztery dni wcześniej poniósł też porażkę w Premier League - 0:3 z Nottingham Forest. W kolejnych 13 odniósł siedem zwycięstw i sześć razy zremisował.
W tabeli "The Reds" nadal są na czwartym miejscu - zgromadzili 36 punktów.
Za ich plecami są dwie drużyny, które w tej kolejce jeszcze nie grały: Manchester United - 35 pkt oraz Chelsea Londyn - 34. W niedzielę "Czerwone Diabły" zmierzą się w Londynie z pierwszym w tabeli Arsenalem - 50 pkt, natomiast „The Blues” zagrają w derbach z Crystal Palace na stadionie rywala.
Na cztery punkty do Arsenalu zbliżył się w sobotę Manchester City, który zakończył serię czterech ligowych meczów bez zwycięstwa. Wicelider pokonał u siebie Wolverhampton Wanderers 2:0.

"W pierwszej połowie energia była naprawdę dobra. Z kolei ostatnie 20-25 minut było nieco nudne, ale biorąc pod uwagę liczbę meczów, najważniejszy był dobry wynik i taki osiągnęliśmy" - skomentował trener City Josep Guardiola.
W niedzielę wystąpi też mająca o trzy punkty mniej od Manchesteru City Aston Villa, której piłkarzem jest Matty Cash. Drużyna z Birmingham powalczy na wyjeździe z Newcastle United.
