W tym sezonie, zaraz za Manchesterem United, spotkania z udziałem Burnley lub Bournemouth miały średnio drugą najwyższą liczbę goli na mecz, więc trudno było spodziewać się nudnego widowiska.
Obie drużyny od początku grały ofensywnie. Już w pierwszych pięciu minutach Jaidon Anthony najpierw niecelnie uderzył, a chwilę później Cherries ruszyli z kontrą i Evanilson został powstrzymany przez Bashira Humphreysa, który wybił piłkę z linii bramkowej po tym, jak Evanilson minął Martina Dúbravkę.
Bournemouth miało kolejną dobrą okazję, gdy Maxime Estève niedokładnie podał, a Eli Junior Kroupi przejął piłkę, lecz ponownie Humphreys zablokował pewnego gola.
Humphreys był bardzo aktywny i prawie wpisał się na listę strzelców po drugiej stronie boiska, gdy uwolnił się na dalszym słupku i doszedł do dośrodkowania z rzutu rożnego Jamesa Ward-Prowse’a.
Miał czas, by opanować piłkę i przygotować się do strzału, ale tym razem został zatrzymany przez desperacki blok, gdy Alex Scott odbił jego uderzenie na rzut rożny.
Im bliżej przerwy, tym większą przewagę miało Burnley, a w niemal identycznej sytuacji do Humphreysa, Anthony był bliski zdobycia bramki pięć minut przed końcem pierwszej połowy.
Anthony pojawił się z tyłu, by zamknąć dośrodkowanie z rożnego Ward-Prowse’a, ale zamiast przyjąć piłkę, uderzył z pierwszej piłki i trafił w poprzeczkę od spodu.
Druga połowa rozpoczęła się zupełnie inaczej. Piłkarze Andoniego Iraoli ruszyli do ataku i już w dziesiątej minucie po przerwie Marcus Tavernier zszedł z prawej strony i lewą nogą uderzył w zewnętrzną część słupka.
Po przerwie okazje były trudniejsze do wypracowania, a liczne przerwy w grze nie pomagały w utrzymaniu tempa.
Burnley wiedziało, że jeśli chce zachować szanse na utrzymanie, musi wygrać, dlatego zaskakujący był brak ofensywnej postawy w końcówce ze strony piłkarzy Scotta Parkera.
W końcówce mecz wyraźnie stracił tempo, a żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy i powalczyć o trzy punkty.
Remis dla Bournemouth oznacza nie tylko utratę szansy na zmniejszenie dystansu do miejsc europejskich, ale także wydłuża serię bez zwycięstwa z beniaminkami w tym sezonie do pięciu spotkań.
Burnley zapisuje niechcianą kartę historii i robi kolejny krok w stronę Championship, gdyż wciąż nie pokonało żadnej drużyny z górnej połowy tabeli Premier League w tym sezonie.
