Robertson trafił do Liverpoolu w 2017 roku z Hull City za dziewięć milionów euro, gdy drużynę prowadził jeszcze Jurgen Klopp. W trakcie kariery jego szacunkowa wartość rynkowa wzrosła aż do 80 milionów euro. Na Anfield spędził w sumie dziewięć lat, w tym czasie dwukrotnie sięgał po trofeum za zwycięstwo w Premier League, a w sezonie 2018/19 był także częścią triumfu w Lidze Mistrzów.
Dla energicznego szkockiego obrońcy liczba dziewięć okazała się w Liverpoolu kluczowa. Oprócz kwoty transferu i lat spędzonych w klubie, to także liczba trofeów, które zdobył z The Reds. Z tego powodu zespół z miasta Beatlesów żegna się z nim na swojej stronie, nazywając go legendą.
"Zawsze będę wracał myślami do wspaniałych wspomnień z tego klubu. Przez dziewięć lat oddawałem mu całe swoje serce i duszę" - powiedział Robertson w pożegnalnym nagraniu. "Ten klub i kibice znaczą dla mnie wszystko. Jestem im winien, by do ostatniego dnia dawać z siebie wszystko dla drużyny" - dodał.
W tym sezonie 32-letni Szkot najczęściej ustępuje miejsca Milosowi Kerkezowi, który latem przyszedł na jego pozycję. Mimo to Robertson rozegrał 31 spotkań we wszystkich rozgrywkach, spędzając na boisku 1 596 minut i notując bilans 2+2. Łącznie w barwach Liverpoolu wystąpił w 373 meczach, a sezon jeszcze się nie skończył. Piłkarze Liverpoolu w Premier League walczą o miejsca gwarantujące udział w Lidze Mistrzów, gdzie czeka ich trudny rewanż z PSG.
Latem, gdy z zespołem pożegna się także kolejny wieloletni filar Salah, Robertson zostanie wolnym zawodnikiem. Już zimą pojawiały się spekulacje o zainteresowaniu ze strony Tottenhamu, a w przeszłości szkockiego reprezentanta łączono także z Atletico Madryt. Dzięki swojemu doświadczeniu i pracowitości nie powinno mu zabraknąć ofert innych klubów.
