Kibice drużyny z Anfield liczyli na to, że ich ulubieńcy zapewnią im idealne rozpoczęcie roku i nadzieję na lepszą drugą połowę sezonu. Podopieczni trenera Arne Slota zdawali sobie sprawę, że mają im sporo do udowodnienia, dlatego pełni sił od początku ruszyli do ataku. Już pierwszy kwadrans pokazał rywalom, że czeka ich sporo pracy w defensywie - 41,1% akcji miało miejsce w trzeciej strefie obronnej Leeds United - jednak strzały Hugo Ekitike czy Floriana Wirtza nie trafiły do siatki.
Gospodarze wciąż dominowali, ale sami także musieli uważać na zrywy zawodników Daniela Farke. Tuż po upływie pół godziny gry fatalnie dla nich mogło skończyć się nieco nonszalanckie wprowadzenie piłki przez Alissona, ale brazylijski bramkarz zdołał naprawić swój błąd, łapiąc uderzenie Ethana Ampadu.

Po zmianie stron obraz gry nie zmieniał się. Gracze Liverpoolu wciąż napierali, ale na drodze stawała im szczelna defensywa Leeds, a także brak spokoju przy wykończeniu akcji. W końcu zniecierpliwiony szkoleniowiec "The Reds" dokonał kilku zmian, posyłając na murawę m.in. Cody'ego Gakpo, Alexisa Mac Allistera czy Federico Chiesę. W końcówce bohaterem spotkania mógł zostać jednak rezerwowy gości, Dominic Calvert-Lewin, który wpakował piłkę do siatki, choć nie radował się długo, gdyż w momencie strzału był na spalonym.

Ostatecznie gospodarze mimo dominacji do ostatnich minut nie zdołali pokonać Lucasa Perriego i musieli zadowolić się jednym punktem. Liverpool pozostał na czwartym miejscu w tabeli Premier League, z kolei Leeds wciąż zajmuje 16. pozycję.
Inne wyniki:
