Paris Brunner (Monaco)
Gdzie indziej można byłoby zrobić karierę z takim imieniem, jeśli nie we Francji… Niemiecki napastnik Paris Brunner przeniósł się tam mając zaledwie 18 lat. Został zauważony przez lokalnych skautów po tym, jak pomógł pokonać ich reprezentację w finałach mistrzostw Europy U17 oraz mistrzostw świata U17 w odstępie kilku miesięcy.
Jednak dopiero po przyjściu nowego trenera Filipe Luisa tego lata, który mu zaufał, Brunner zaczął błyszczeć w barwach Monaco. To klasyczny snajper, który należy do ligowej czołówki pod względem kontaktów z piłką w polu karnym.
Rzadko schodzi z boiska bez poprawienia dorobku. W lidze francuskiej zdobył już cztery bramki, a kolejne dwie dołożył, pomagając Monaco awansować do fazy grupowej Ligi Konferencji. Nagle klub z księstwa znalazł się na szczycie tabeli Ligue 1.
Syn kongijsko-niemieckich rodziców przefarbował włosy na blond, nazywa siebie „Księciem Parisem” na cześć mitycznego bohatera i nie przejmuje się nagłym zainteresowaniem. "Właśnie tego chcę! Chcę, żeby obrońcy wiedzieli, że jestem bardzo groźny" - powiedział. Na razie to działa…
Younes Ebnoutalib (Eintracht Frankfurt)
Wielki świat sportu, gdzie stawką są miliardy, uwielbia bajkowe historie. A ten napastnik o marokańskich korzeniach właśnie taką pisze. Jeszcze dwa lata temu Younes Ebnoutalib grał w amatorskiej szóstej lidze w mało znanym Giessen. W zeszłym tygodniu trener Jurgen Klopp powołał go do reprezentacji Niemiec.
Młody napastnik imponuje skutecznością pod bramką – w tym sezonie wykorzystał cztery z pięciu stuprocentowych okazji. Potrzebuje średnio tylko 70 minut na gola, co plasuje go w ścisłej czołówce Bundesligi w tym sezonie.

Ebnoutalib wyróżnia się szybkością i energią, nieustannie wywiera presję na rywalach. Maroko, które reprezentował w młodzieżówce, bardzo chciało go mieć w swojej kadrze, dlatego Klopp zareagował błyskawicznie.
"Gdy zobaczyłem go po raz pierwszy w tym sezonie, pomyślałem: 'To jest talent! Skąd on się wziął?' Wszyscy od razu zgodziliśmy się, że musimy go powołać. To, jak unika spalonego, to coś wyjątkowego" - zachwycał się Klopp.
Ojciec Younesa już wcześniej przyniósł Niemcom sukces, zdobywając srebrny medal olimpijski w taekwondo podczas igrzysk w Sydney w 2000 roku.
Carlos Espi (Real Madryt)
Dlaczego właściwie nie gra więcej? Po niedzielnej derbowej porażce z Atletico, kibice Realu Madryt wolą nie patrzeć na tabelę. Ich ukochana drużyna jest dopiero czwarta, a gdyby nie Carlos Espi, sytuacja byłaby jeszcze gorsza.
Prawie dwumetrowy napastnik rozegrał zaledwie 25 minut w siedmiu kolejkach, a mimo to zdobył dwa gole – oba były zwycięskimi trafieniami w końcówkach!
W poprzednim sezonie Espi wypłynął w Levante, gdzie strzelił 11 goli i pomógł drużynie uniknąć spadku. Otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika La Liga do lat 23 i kontrakt z Realem. Jak dotąd tylko Kylian Mbappe (siedem) i Jude Bellingham (trzy) zdobyli dla Realu więcej bramek w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Mimo to trener Jose Mourinho daje mu maksymalnie dziesięć minut na mecz. "Bardzo pomaga drużynie. Ale ma przed sobą problem. A tym problemem jest zawodnik, który nie jest byle kim (Mbappe). A grać obu naraz nie jest łatwo" - wyjaśnił Mourinho.
Emanuele Lulli (Roma)
W zeszłym sezonie w Primaverze, młodzieżowej lidze Włoch, Emanuele Lulli imponował rajdami przez całe boisko z piłką przy nodze. Jako boczny obrońca zamienił te akcje na dwa gole i osiem asyst. Wśród seniorów ten głęboko wierzący młody zawodnik gra już ostrożniej – kto by się nie bał?
To jego pierwszy sezon wśród najlepszych, w ciężkiej koszulce Romy. Pokazuje jednak, że przyszłość włoskiej piłki nie musi być wcale taka ponura. Ma też szczęście do trenera, bo Gian Piero Gasperini od dawna słynie z dawania szans młodym piłkarzom.
Lulli opuścił tylko jeden z pięciu meczów. Gdy grał, Roma zachowała trzy czyste konta i straciła tylko jednego gola. Niespodziewanie Rzymianie prowadzą w lidze dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu od broniącego tytułu Interu.
Boczny obrońca może pochwalić się najlepszą skutecznością w pojedynkach w drużynie (wygrał 18 z 28) i jest mocny w rozegraniu. Przede wszystkim jednak wyróżnia się odbiorem piłki – wygrał osiem z dziewięciu prób, co czyni go jednym z najlepszych w Serie A pod tym względem. Dzięki kreatywności i szybkości wspiera też ataki swojej drużyny w ofensywnej tercji.
Konstantinos Tzolakis (Hull)
Konstantinos Tzolakis był numerem jeden w Olympiakosie tylko przez dwa lata, zanim beniaminek Premier League, Hull, ściągnął go do siebie. Grecki bramkarz już udowodnił, że był świetną inwestycją.
Nie puścił gola przez pierwsze 277 minut w najlepszej lidze świata, zachowując czyste konto w meczach z Manchesterem United, Coventry i Aston Villą. Jego drużyna przegrała dopiero w piątej kolejce, minimalnie ulegając Newcastle w miniony weekend.
Hull ma obecnie osiem punktów i zajmuje ósme miejsce w tabeli. "A przecież przed sezonem wszyscy mówili, że od razu spadniemy" - skomentował Tzolakis, który oprócz czterech tytułów mistrza Grecji z Olympiakosem, ma też dyplom z zarządzania biznesem.
Potrafi świetnie wykorzystać swój intelekt przy rzutach karnych, w których jest specjalistą. W sobotę obronił jedenastkę Yoane Wissy, a w tym sezonie Premier League tylko David Raya dokonał tego samego. Czy beniaminek utrzyma się w lidze? Z Tzolakisem w bramce – być może!
