W teorii faworytem tego starcia pomiędzy ostatnią drużyną tabeli, Wolves a liderem Arsenalem był tylko jeden zespół i zgodnie z przewidywaniami, Arsenal szybko objął prowadzenie. Pierwszy gol padł w prosty sposób – Wilki zostawiły Declanowi Rice’owi zbyt dużo miejsca na skraju pola karnego, a Bukayo Saka wbiegł z nowej, centralnej pozycji w pole karne i głową skierował piłkę do siatki po jego dośrodkowaniu.
Sprawdź szczegóły meczu Wolves - Arsenal
Wolves mieli ogromne problemy z wyjściem z własnej połowy, a nieustanna presja Arsenalu prawie przyniosła drugą bramkę, gdy José Sá popisał się podwójną interwencją, najpierw zatrzymując Noniego Madueke, a potem Gabriela Martinellego.
Wymuszona zmiana – Angel Gomes został zastąpiony przez Tolu Arokodare – miała pomóc Wolves w ofensywie, ale nie wpłynęła znacząco na grę zespołu Rob Edwards'a w ataku. Gdy czwarty sędzia pokazał tablicę z pięcioma minutami doliczonego czasu, gospodarze nie mieli wciąż żadnego strzału, a ostatnia próba z dystansu w wykonaniu André okazała się niecelna.
W drugiej połowie, osiem minut po wznowieniu gry, Wolverhampton miało lepszą okazję – styczniowy nabytek Adam Armstrong zszedł na słabszą lewą nogę i uderzył tuż nad poprzeczką. Szanse gospodarzy na powrót do gry wydawały się znikome, gdy podanie Gabriela rozcięło defensywę Wolves, a Piero Hincapié pewnie zdobył swoją pierwszą bramkę dla klubu w 56. minucie.
Kiedy wydawało się, że Mikel Arteta miał już mecz pod kontrolą, moment magii sprawił, że Hugo Bueno pięknie zakręcił piłkę z krawędzi pola karnego w okienko, przywracając emocje.
Wolves nie stwarzali większego zagrożenia, a Arsenal wydawał się kontrolować przebieg meczu. Jednak w końcówce nieporozumienie Davida Rayi i Gabriela sprawiło, że piłka trafiła do Edoziego, którego mocny strzał został odbity tuż przed linią i wpadł do siatki, wywołując euforię na stadionie Molineux i pozostawiając Arsenal w szoku.
Dla Arsenalu była to ogromna, niewykorzystana szansa przed sobotnim meczem z Manchesteru City i poważny cios dla pewności siebie przed niedzielnymi derbami północnego Londynu.
Ten punkt niewiele zmienia dla Wolves, przynajmniej w tabeli. Zespół prawdopodobnie w przyszłym sezonie zagra w Championship, chyba że wydarzy się cud. Dziś jednak był to jeden z nielicznych pozytywnych momentów w ich słabym sezonie.

