Wygrana West Hamu (18. miejsce) w środowy wieczór jeszcze bardziej pogorszyła sytuację Spurs. Faktycznie trzeba brać na poważnie wersję, że pierwszy spadek od 1977 roku może być realnym zagrożeniem. Gospodarze od początku wyglądali na spiętych, a za uratowanie ich przed stratą gola już w pierwszej minucie mogli dziękować Guglielmo Vicario, który obronił strzał z woleja Adama Whartona.
Sprawdź szczegóły meczu Tottenham - Crystal Palace
Gospodarze mieli kilka przebłysków, ale znów mieli więcej szczęścia, że nie stracili bramki. Trafienie Ismaïli Sarra zostało anulowane z powodu spalonego, bo w akcji poprzedzającej gol jego czoło znajdowało się na pozycji spalonej. Spurs zdecydowanie odpowiedzieli na to ostrzeżenie – Archie Gray minął dwóch rywali, dotarł do linii końcowej i wycofał piłkę do Dominica Solanke, który skierował ją do siatki, otwierając wynik.
Jednak Palace szybko się zrewanżowało, a dla Spurs był to podwójny cios – Micky Van de Ven został wyrzucony z boiska za faul na Sarrze w ostatniej chwili, a reprezentant Senegalu pewnie wykorzystał rzut karny, posyłając piłkę do lewej strony bramki.
Goście, walcząc o dugie z rzędu ligowe zwycięstwo na nowym stadionie Spurs, mocno naciskali na osłabionych rywali i zostali za to nagrodzeni w końcówce pierwszej połowy. Wharton zaliczył asysty przy obu bramkach – najpierw sprytnym podaniem odwrócił akcję, a Jørgen Strand Larsen trafił między nogami bramkarza z ostrego kąta.
Co gorsza dla Tottenhamu, potem Wharton długim podaniem idealnie obsłużył Sarra, który wyprzedził wybiegającego Vicario i podwyższył wynik do szatni.
Kibice Spurs, którzy zostali na drugą połowę, zobaczyli poprawę w grze swojej drużyny, ale gra w osłabieniu mocno utrudniała zadanie. Najlepszą okazję miał Solanke, ale Dean Henderson wybił jego strzał końcówką buta. Spurs nie byli jednak blisko zdobycia choćby jednej bramki, nie mówiąc już o trzech, które zakończyłyby fatalną serię.
Katastrofalny początek kadencji Igora Tudora – trzy porażki z rzędu – sprawia, że jego drużyna wciąż nie wygrała ani jednego meczu PL w 2026 roku. Ciekawie będzie zobaczyć, jak podejdzie do nadchodzącego starcia w Lidze Mistrzów UEFA z Atletico Madryt, mając na szali przyszłość w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Mimo problemów rywali, Palace zagrało znakomicie i raczej nie będzie zamieszane w walkę ani o utrzymanie, ani o czołowe miejsca w ostatnich miesiącach kadencji Olivera Glasnera.

