W sobotę na stadionie Tottenhamu rozbrzmiewały okrzyki „zwolnią cię rano”, gdy Spurs przegrali u siebie 1:2 z West Hamem United.
Klub do tej pory wykazywał się cierpliwością wobec Franka i wspierał go podczas obecnego okna transferowego.
Jednak według źródeł, po porażce z West Hamem wśród najważniejszych osób w klubie pojawiły się obawy, co doprowadziło do szerszych rozmów na temat tego, jak długo można jeszcze tolerować obecną sytuację.
Prezes Vinai Venkatesham był dotąd zdecydowanym zwolennikiem dania Frankowi czasu na wyjście z trudnego początku pracy. Każda decyzja o zwolnieniu byłaby dla trenera zaskoczeniem, bo miał zapewnienie, że jedna poważna porażka nie spowoduje takiego ruchu.
Mimo to presja niewątpliwie rośnie i Frank nie może czuć się bezpieczny, zwłaszcza że Spurs zajmują 14. miejsce w Premier League i mają już na koncie dziewięć porażek w tym sezonie.

Negatywna atmosfera po meczu z West Hamem wciąż jest świeża zarówno w pamięci Franka, jak i władz klubu.
Za kulisami niektórzy w Tottenhamie uważają, że zmiana trenera jest już nieunikniona. Jednocześnie panuje przekonanie, że każda poważna decyzja powinna być elementem przemyślanego planu, a nie reakcją na nastroje wokół klubu.
John Heitinga niedawno dołączył do sztabu pierwszej drużyny jako asystent i w razie potrzeby mógłby przejąć zespół tymczasowo – jednak wciąż nie ma jasności co do długofalowego kierunku i tego, kto miałby zastąpić Franka.
We wtorek Spurs zmierzą się z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów, a w kolejny weekend czeka ich wyjazdowy mecz z Burnley w Premier League.
Klub musi teraz rozważyć, czy ufa Frankowi na tyle, by powierzyć mu prowadzenie zespołu w tych dwóch kluczowych spotkaniach.

