Sroki od początku spotkania przejęły inicjatywę i już w 16. minucie były blisko objęcia prowadzenia, gdy po świetnie wykonanym rzucie wolnym Nick Woltemade główkował tuż nad poprzeczką.
Jednak pierwsze celne uderzenie w meczu oddali gospodarze tuż przed upływem pół godziny gry – Mateus Mané szybko obrócił się z piłką i uderzył, ale jego strzał trafił prosto w Nicka Pope’a.
Mimo że w końcówce pierwszej połowy Newcastle mocno naciskało, Hugo Bueno mógł dać prowadzenie Wolves tuż przed przerwą, ale jego strzał z 12 metrów minimalnie minął słupek.
Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis, a Rob Edwards z pewnością mógł być zadowolony z postawy swojego zespołu, który był dobrze zorganizowany i nie pozwolił rywalom na oddanie ani jednego celnego strzału.
Po zmianie stron, gdy w West Midlands nie przestawał padać deszcz, tempo meczu wyraźnie spadło i żadna z drużyn nie potrafiła przejąć kontroli nad wydarzeniami na boisku.
Chcąc rozmontować defensywę Wolves, Eddie Howe wprowadził na boisko Lewisa Miley’a, Anthony’ego Elangę i Yoana Wissę, gdy do końca meczu pozostawało około 25 minut. Na nieco ponad 10 minut przed końcem Newcastle wywalczyło rzut wolny w groźnej strefie, ale ku uldze miejscowych kibiców, próba Kierana Trippiera zatrzymała się jedynie na bocznej siatce.
W końcówce spotkania Sroki rzuciły wszystkie siły do ataku, by zdobyć zwycięską bramkę, jednak José Sá dwukrotnie uratował gospodarzy, broniąc strzały Bruno Guimarãesa i Joelintona.
Po wywiezieniu punktu z wyjazdu, drużyna Eddie’ego Howe’a wyprzedziła odwiecznego rywala – Sunderland – i awansowała na ósme miejsce w tabeli PL, ale zaledwie dwa zwycięstwa w 11 wyjazdowych meczach ligowych w tym sezonie mocno utrudniają walkę o czołową czwórkę. Mimo poprawy wyników, Wolves nadal zamyka tabelę i traci 14 punktów do bezpiecznej pozycji.

