Bournemouth – Liverpool 3:2
Dla gości to była bolesna końcówka. Gdy wydawało się, że Liverpool wywalczy przynajmniej punkt po słabym początku, w doliczonym czasie gry Amine Adli zapewnił Bournemouth zwycięstwo. To kolejny cios dla Liverpoolu – z ostatnich 15 możliwych punktów zdobył tylko cztery.
"To frustrujące. Gdy wyrównaliśmy na 2:2, dalej próbowaliśmy, ale trzeba przyznać, że kilku naszym zawodnikom po prostu zabrakło energii" - ocenił rozczarowany Slot. Holenderski szkoleniowiec stanął w obronie swoich piłkarzy i zwrócił uwagę na napięty terminarz. Liverpool grał w środę Ligę Mistrzów w Marsylii (3:0) i miał tylko dwa dni na regenerację, a dodatkowo czekał go wyjazd na stadion jednego z najbardziej wybieganych zespołów w lidze. "Nie mogę ich nawet krytykować. Jesteśmy jedyną drużyną, która grała w środę i teraz musiała znowu wyjść na boisko" -dodał Slot.
Sytuację trenera dodatkowo komplikuje długa lista kontuzjowanych graczy. Brakuje kluczowych zawodników, takich jak Alexander Isak, Federico Chiesa czy Conor Bradley, co zmusiło Slota do jednej zmiany w składzie w porównaniu do środowego meczu – zamiast Huga Ekitike w wyjściowej jedenastce pojawił się Cody Gakpo.
Spotkanie rozstrzygało się już w pierwszej połowie, gdy Liverpool stracił dwie bramki w ciągu siedmiu minut. Drugi gol, zdobyty przez Alexa Jimeneza, padł w momencie, gdy goście grali w dziesiątkę. Obrońca Joe Gomez doznał urazu po zderzeniu z własnym bramkarzem Alissonem, a zanim rezerwowy Wataru Endo zdołał wbiec na boisko, Bournemouth wykorzystał przewagę liczebną.

"Może to podsumowuje cały nasz sezon. Za każdym razem dzieje się coś innego, za każdym razem tracimy bramkę w nietypowy sposób. Ale to my ją straciliśmy i możemy winić tylko siebie" - zakończył Slot.
