Senegal od pierwszych sekund pokazał swoje ambicje, gdy El Hadji Malick Diouf z West Ham United posłał groźną wrzutkę w pole karne. Kilka minut później kapitan Kalidou Koulibaly miał sporo szczęścia, że nie podyktowano rzutu karnego po starciu z Lassine Sinayoko.
"Orły" mogą żałować, że nie wykorzystały niecelnego podania Koulibaly’ego w środku pierwszej połowy, ale ostatecznie Sinayoko został zatrzymany przez Krepina Diattę.
Chwilę później Diatta odegrał kluczową rolę po drugiej stronie boiska, dośrodkowując piłkę, którą fatalnie wypuścił bramkarz Mali Djigui Diarra. Natychmiast dopadł do niej Iliman Ndiaye i w 27. minucie dał Senegalowi prowadzenie.
"Lwy Terangi" szukali kolejnych bramek – Pape Gueye uderzył z dystansu obok słupka, a Diouf został zatrzymany przez Diarrę świetną interwencją.
Końcówka pierwszej połowy była dla Mali jeszcze gorsza – w doliczonym czasie gry kapitan Yves Bissouma obejrzał czerwoną kartkę za drugie niebezpieczne wejście, co postawiło przed trenerem Tomem Saintfietem jeszcze trudniejsze zadanie motywacji zespołu w przerwie.

Paradoksalnie, mimo gry w osłabieniu, Mali na początku drugiej połowy po raz pierwszy poważnie zagroziło bramce Senegalu – Sinayoko sprawdził czujność Edouarda Mendy’ego, a chwilę później bramkarz Senegalu zatrzymał strzał głową stopera Abdoulaye Diaby’ego, gdy "Orły" poczuły szansę na odrobienie strat.
Trener Senegalu Pape Thiaw zdecydował się więc wprowadzić na boisko Lamine Camarę i Pathe Cissa, by odzyskać kontrolę nad meczem. Ciss zmusił Diarrę do interwencji po strzale głową, a w doliczonym czasie gry drugiej połowy Camara popisał się efektownym wolejem, który Diarra sparował na słupek – bramkarz Mali miał dziś pełne ręce roboty.
Mimo zwycięstwa, Senegal nie zachwycił stylem i po raz pierwszy od czterech lat wygrał mecz finałów AFCON różnicą tylko jednej bramki.
Warto jednak przypomnieć, że tamto zwycięstwo (1:0) nad Zimbabwe otworzyło drogę do tytułu, więc Thiaw i jego podopieczni nie mają powodów do zmartwień przed kolejnym spotkaniem na stadionie w Tangerze za pięć dni – tym razem z Egiptem lub Wybrzeżem Kości Słoniowej.
