W sobotnim hicie Serie A mieliśmy oglądać starcie z wielkimi podtekstami. Gian Piero Gasperini wracał z nową drużyną do Bergamo, gdzie zbudować znaczącą siłę włoskiej Serie A. Z kolei do Nicoli Zalewskiego przyjechał jego były klub, któremu miał sporo do udowodnienia.
Sprawdź szczegóły meczu Atalanta – Roma
Zalewski (prawie) z asystą, trudne 45 minut Ziółkowskiego
Pierwsze minuty były nerwowe i zachowawcze, by nie powiedzieć elektryczne. Przekonał się o tym Ederson w 7. minucie, gdy popełnił koszmarny błąd i niemal wyłożył piłkę Paulo Dybali. Argentyńczyk nie zdecydował się na strzał, a obie próby Evana Fergusona zostały zatrzymane – najpierw nogami Carnesecchiego, a później wybiciem przez obrońcę sprzed linii bramkowej.
Wydawało się, że Giallorossi dali pierwszy sygnał do ataku, tymczasem był to sygnał ostatni w pierwszej połowie. Od tej pory kontrolę przejęła Atalanta, której zawodnicy byli o tempo szybsi, zdecydowanie lepiej zorganizowani i zdeterminowani. Dzięki temu szybko wywalczyli pierwsze rzuty rożne.
W 12. minucie po kornerze Nicola Zalewski wrzucił piłkę w pole karne, a Rensch przeszkodził Svilarowi w jej wyłapaniu. Po rękach golkipera piłka odbiła się od klatki piersiowej Giorgio Scalviniego. VAR długo analizował sytuację, by ostatecznie potwierdzić gola miejscowych.
Formalnie asysty Zalewskiego nie było, za to Polak powinien był mieć gola w 20. minucie: po strzale Zappacosty piłka odbiła się pod jego nogi, ale bez przyjęcia uderzył poza odsłonięte światło bramki. Moment później gospodarze stracili kontuzjowanego Kolasinaca, ale nie wybiło ich to z uderzenia.
Sam tylko Gianluca Scamacca zdążył oddać dwa uderzenia w 28. minucie. Pierwsze było boleśnie niecelne, za drugim razem perfekcyjnie główkował do siatki. Cały stadion świętował drugiego gola, by chwilę później wygwizdywać sędziego za anulowanie po długiej weryfikacji (spalony).
Roma mogła się cieszyć, że straciła tylko jednego gola do przerwy, a Zalewski musiał robić wrażenie: był wszędzie, tylko do przerwy wdał się w 15 pojedynków, większość wygrywając. Pod koniec doliczonego czasu błysnął też Ziółkowski, blokując groźny strzał gospodarzy. Przez 45 minut był jednak w sporych opałach, zanotował groźną stratę i przegrywał walkę o piłkę, dlatego nie wrócił już na boisko.
Gasp nie znalazł sposobu na swoją byłą drużynę
Zalewski dołączył do niego kwadrans później, na godzinie kończąc swój występ. Nic dziwnego - wyraźnie był już zmęczony i nie miał odpowiedniej dynamiki na dalszą rywalizację. Roma weszła bowiem w drugą minutę znacznie lepiej. Po rzucie rożnym w 49. minucie Carnesecchi musiał zatrzymać i strzał Fergusona, i dobitkę Manciniego.
Wprowadzony za Ziółkowskiego Wesley robił sporo wiatru i Atalanta nagle musiała zdać się na okazjonalne kontry. Niemal wymarzoną okazję miał Bernasconi w 65. minucie, tyle że piłkę posłał obok słupka. Ponieważ obie drużyny włożyły ogrom sił w mecz, z upływem drugiej połowy Atalanta starała się przede wszystkim wybić z rytmu gości i utrzymać najniższą możliwą przewagę. Pod koniec doliczonego czasu nawet była szansa dobić Romę, jednak Nikola Krstović nie wykorzystał świetnej okazji, zatrzymany przez Svilara.

