Widzew Łódź chce powalczyć o europejskie puchary. Nowe transfery pomogą zrealizować cel?

Widzew Łódź chce powalczyć o europejskie puchary. Nowe transfery pomogą zrealizować cel?
Widzew Łódź chce powalczyć o europejskie puchary. Nowe transfery pomogą zrealizować cel?Przemysław Karolczuk / PAP

Blisko 50 mln zł miał już wydać Widzew na wzmocnienia drużyny przed drugą częścią piłkarskich rozgrywek ekstraklasy i Pucharu Polski. Transferowa ofensywa oznacza, że mimo rozczarowującej jesieni, w łódzkim klubie nadal poważnie myślą o powrocie po ponad 25 latach do europejskich pucharów.

Związany ze zmianą właściciela początek nowej ery w Widzewie mocno rozczarował sympatyków łódzkiego klubu. Wzmocniona latem drużyna, którą w pierwszej części sezonu prowadziło trzech trenerów, spisywała się dużo poniżej oczekiwań. W 18 ligowych meczach doznała aż 10 porażek i z zaledwie 20 punktami przerwę zimową spędziła na 15. miejscu w tabeli, ostatnim gwarantującym pozostanie w ekstraklasie. Łodzianie skuteczniejsi byli w Pucharze Polski, w którym są w gronie ćwierćfinalistów.

"Miejsce w tabeli i liczba punktów nie mogą być dla nas satysfakcjonujące. To wynik poniżej ambicji i oczekiwań kibiców, władz klubu oraz właściciela. Przeprowadziliśmy analizę rundy jesiennej i wnioski są wielowymiarowe. Nie chodziło wyłącznie o jakość piłkarską, bo nałożyło się kilka czynników: brak odpowiedniej równowagi w składzie, problemy zdrowotne, niedostateczna rywalizacja na niektórych pozycjach, ale też presja oczekiwań, z którą nie wszyscy zawodnicy radzili sobie tak, jakbyśmy chcieli" – przyznał w rozmowie z PAP pełnomocnik zarządu Widzewa ds. sportu Dariusz Adamczuk.

Mimo niskiej pozycji w tabeli, w łódzkim klubie nie porzucono jednak marzeń o powrocie po ponad 25 latach do europejskich pucharów. Widzew przepustkę może wywalczyć poprzez zdobycie Pucharu Polski, ale także ligę, bo przez niewielkie różnice punktowe, do czwartego miejsca w tabeli traci dziewięć punktów.

"Naszym podstawowym celem jest wyraźna poprawa jakości gry i miejsca w tabeli. Nie rezygnujemy z ambicji sportowych – europejskie puchary pozostają marzeniem, ale podchodzimy do tego realistycznie. Puchar Polski jest naturalną ścieżką, która daje realną szansę, natomiast liga ma pokazać, że Widzew potrafi grać na poziomie odpowiadającym aspiracjom klubu. Najważniejsze jest jednak to, by drużyna zrobiła wyraźny krok do przodu" – dodał Adamczuk.

Aby tak się stało klub z Łodzi zimą przeprowadził prawdziwą ofensywę transferową i przez ekspertów został okrzyknięty "królem polowania”. Dołączyło już sześciu piłkarzy, na których sprowadzenie - według medialnych doniesień - wydano łącznie blisko 50 mln zł. To najwięcej ze wszystkich klubów ekstraklasy w tym okienku transferowym.

Niewątpliwym hitem było pozyskanie z Panathinaikosu Ateny bramkarza reprezentacji Polski Bartłomieja Drągowskiego, który do ekstraklasy wraca po blisko dziesięciu latach gry we włoskiej Serie A i greckiej Superlidze.

Do Widzewa trafił też skrzydłowy drużyny narodowej Ghany Osman Bukari, którego sprowadzenie z amerykańskiego Austin FC miało kosztowało ok. 5,5 mln euro, co jest absolutnym rekordem polskiej ligi.

Z kolei środek pola wzmocnili dwaj Duńczycy – były kapitan FC Kopenhaga Lukas Lerager oraz podstawowy gracz norweskiego SK Brann Emil Kornvig. Nowymi twarzami w drużynie prowadzonej przez trenera Igora Jovicevicia są też hiszpański obrońca Carlos Isaac, wykupiony z Cordoby FC, oraz Norweg Christopher Cheng z Sandefjord Fotball.

To jednak ma nie być koniec wzmocnień, bo jeszcze przed wznowieniem rozgrywek do zespołu ma dołączyć Przemysław Wiśniewski. 27-letni obrońca reprezentacji Polski ma zostać wypożyczony z włoskiej Spezii Calcio z opcją wykupu.

"Zimą nie działaliśmy impulsywnie. Transfery są elementem długofalowego planu, a jednocześnie odpowiedzią na konkretne deficyty, które zdiagnozowaliśmy jesienią. To piłkarze, którzy mają z miejsca podnieść poziom drużyny, dodać zespołowi charakteru oraz jakości w kluczowych momentach spotkań i sezonu. Jesienią brakowało nam graczy, którzy potrafiliby wziąć ciężar gry na siebie" – zaznaczył Adamczuk

Jak dodał, kluczowe w doborze piłkarzy było doświadczenie w grze pod presją i umiejętność wzięcia na siebie odpowiedzialności na boisku.

"Chcemy lepiej kontrolować mecze, być bardziej skuteczni i przede wszystkim nie tracić tak łatwo punktów. To był jeden z kluczowych obszarów do poprawy. Nie możemy przewidzieć, jak zakończy się sezon, ale cel się nie zmienia - chcemy na stałe zakotwiczyć na czołowych miejscach tabeli i długoterminowo włączyć się w walkę o europejskie puchary" – przyznał były reprezentant kraju.

Z kolei wśród zawodników, którzy wiosną nie będą już występować w łódzkim zespole są m.in. Nigeryjczyk Samuel Akere i Chorwat Tonio Teklić (obaj zostali wypożyczeni do NK Osijek), Senegalczyk Pape Meissa Ba (Red Star FC), Kamil Cybulski (Stal Mielec) oraz Marek Hanousek (Dukla Praga).

Łodzianie do drugiej części sezonu przygotowywali się m.in. na zgrupowaniu w Turcji. Podczas obozu w Belek Widzew wygrał z czeskim Banikiem Ostrawa 3:2, węgierskim Paksi FC 2:1 oraz zremisował z KGHM Zagłębiem Lubin 1:1 i rumuńską Universitateą Kluż 1:1.

"Zespół dobrze przepracował zimę, obyło się bez poważnych urazów, a sparingi z mocnymi przeciwnikami dały nam odpowiedzi na wiele pytań. Widzimy postęp i jesteśmy przekonani, że drużyna pod wodzą trenera Jovicevicia jest lepiej przygotowana do rundy wiosennej niż była jesienią" – zapewnił Adamczuk.

Na własnym stadionie Widzew tradycyjnie już będzie mógł liczyć na wsparcie swoich kibiców, którzy na nadchodzącą rundę znów wykupili wszystkie dostępne karnety. Sprzedano ich ponad 15,7 tys., co oznacza komplet publiczności na stadionie w Łodzi. Zdecydowana większość sympatyków klubu przedłużyła swoje abonamenty z poprzedniej rundy. Do otwartej sprzedaży trafiło niespełna 50 karnetów, które rozeszły się błyskawicznie.

Widzew na inaugurację drugiej części sezonu podejmie w sobotę Jagiellonię Białystok (17.30). 

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen