Po imponującym półfinale w wykonaniu Barcelony, przed Realem Madryt było zadanie dorównania odwiecznym rywalom w czwartkowy wieczór. Zawodnicy Xabiego Alonso stanęli jednak przeciwko Atletico, które ostatnio rozbiło ich bez litości.
Sprawdź szczegóły półfinałowego meczu Atletico – Real

Na taki cios trudno odpowiedzieć
Colchoneros byli nominalnym gospodarzem spotkania, ale o ewentualnej przewadze psychologicznej musieli zapomnieć błyskawicznie. W pierwszych sekundach faul 25 metrów od bramki oznaczał szansę na uderzenie, a Federico Valverde nie mógł tego zrobić lepiej. Gdy minęła minuta meczu, wystrzelił rakietę w okno i Jan Oblak nie miał cienia szans.
Po tak piorunującym starcie Realu rywale musieli się pozbierać, zanim mogli myśleć o narzuceniu swoich warunków Los Blancos. Kłopotem Atleti była defensywna skuteczność przeciwnika, zwłaszcza kapitalnie dysponowanego Rudigera. Okazje piłkarzy Simeone albo były niweczone przed oddaniem strzału, albo kończyły się pudłami Sorlotha i Alvareza.
W tej sytuacji Real miał okazję podwoić przewagę w 28. minucie: wszedł w pole karne z prawej, zgubił Gallaghera, lecz Oblak go zatrzymał. Mógł uderzyć lepiej! Dopiero w ostatnim kwadransie pierwszej części to Atletico przejęło faktycznie kontrolę nad meczem. W 32. minucie Courtois świetnie bronił strzał Alexa Baeny, minutę później zamknął bramkę przed główką Sorlotha. Norweg zrobił jeszcze jedno podejście, tym razem uderzał nad bramką.
Z kolei w 40. minucie jedna akcja skończyła się trzema strzałami Atleti: z 12 metrów Baena dał się zatrzymać bramkarzowi, dobitkę Alvareza ciałem zasłonił Rudiger, a trzecia próba Gallaghera wyszła poza boisko. Anglik nie wrócił już po przerwie, nie udało się też przywrócić impetu złapanego przez Atletico.
Atletico odzyskało (tylko) kontakt po drugim ciosie
W tej sytuacji Realowi wystarczyła jedna błyskotliwa akcja, w której ponownie istotny okazał się Fede Valverde. Na wysokości środka boiska posłał piłkę z prawej strony, a finezyjny ruch Rodrygo pozwolił mu nie tylko płynnie przyjąć, ale też minąć Le Normanda, by wpakować piłkę do bramki mimo próby interwencji Oblaka.
Wydawało się, że po 55 minutach Atleti nie mają już pomysłu na napoczęcie rywala, jednak kolejnego ciosu Realu nie było. Przeciwnie, derbowi rywale podpięli się do gry w trzy minuty: z prawego skraju pola karnego Giuliano Simeone wrzucił piłkę przed bramkę, a Sorloth wreszcie wykonał główkę, na którą Courtois nie miał sposobu!
Królewscy nie mieli wielu okazji na przywrócenie bezpiecznego buforu na tablicy wyników. Zawodnicy Diego Simeone wydawali się znacznie bliżsi wyrównania, zwłaszcza po szybkim wykorzystaniu limitu zmian.
Jeszcze w 79. minucie Real mógł domknąć mecz, gdy Camavinga przejął piłkę przed polem karnym, szybko oddał do Rodrygo, a ten ponownie dał się zatrzymać bramkarzowi Atleti. Później napór Colchoneros był już niemal nieustanny: Griezmann wykorzystał przerzut od Hancko i przewrotką sprawdzał bramkarza, który bronił z trudem.
Później do głosu dochodził Marcos Llorente, który posłał dwa strzały poza światło bramki, a przy trzecim Courtois mógł dziękować za ofiarność Tchouameniego. Real korzystał z każdej chwili przy piłce, by wybić rywali z uderzenia. U wejścia w doliczony czas Real z trudem trzymał Atletico na wodzy, a gdy Julian Alvarez uderzył w 90+6. minucie, kibice pewnie widzieli piłkę w bramce. Niestety dla nich - tylko oczyma wyobraźni. Uderzył źle i Atletico nie zdołało odrobić strat.
