W czwartek po południu reprezentacja Chorwacji dotarła do hotelu w Silkeborgu, a niedługo potem Dagur Sigurdsson musiał udać się do Herning na oficjalną konferencję prasową przed piątkowym półfinałem z Niemcami.
To nie spodobało się chorwackiemu selekcjonerowi, który miał sporo do powiedzenia, gdy zapytano go, czego oczekuje po półfinale z Niemcami.
"Przede wszystkim muszę powiedzieć, że nie miałem nawet czasu, by się na to cieszyć, bo dopiero dziś o 14:30 dotarliśmy na miejsce, a zaraz potem musiałem tu przyjechać".
"Nie mieszkamy tutaj, co jest dość dziwne, więc czekała mnie 35-minutowa podróż w jedną stronę, potem udział w tym cyrku, a następnie kolejne 35 minut powrotu. Wrócę do hotelu dopiero o 17:00 albo 18:00. To absolutna katastrofa" – powiedział Dagur Sigurdsson na konferencji prasowej.
Chorwaci wielokrotnie wyrażali swoje niezadowolenie z konieczności rozgrywania meczów w środku tygodnia – we wtorek i środę w Malmo, a następnie spędzenia pięciu godzin w autobusie w czwartek, by dotrzeć do Herning.
Reprezentacja Chorwacji zatrzymała się w hotelu w Silkeborgu, a nie w Herning, dlatego islandzki trener Dagur Sigurdsson był wyjątkowo niezadowolony z obowiązku pojawienia się na konferencji prasowej.
"To potwierdzenie, że EHF nie dba ani o zawodników, ani o drużyny. Oni (EHF – red.) są jak sieć fast foodów. Nie liczy się dla nich jakość, tylko sprzedaż. To po prostu wydarzenie – zapraszają artystów, robią dobry show, organizują świetną konferencję prasową. Nie ma znaczenia, że jechaliśmy cztery godziny z Malmo. To nie ma znaczenia" – stwierdził Sigurdsson.
Chorwacja zagra z Niemcami w piątek o 17:45 na Jyske Bank Boxen Arena.
