Pojedynek Sporting Lizbona – Orlen Wisła został uznany meczem tygodnia Ligi Mistrzów. Szósta drużyna grupy A podjęła trzecią ekipę grupy B. Płocczanie w swojej historii jeszcze nigdy nie zagrali pierwszego meczu fazy play off na wyjeździe, bo zwykle kończyli rozgrywki na 6. miejscu.
Zgodnie z oczekiwaniami, najczęściej wymienianym nazwiskiem w meczu było oczywiście Costa, ale także można się było zachwycić obronami Mohameda Aly i Torbjorna Bergeruda, stojącego w płockiej bramce. Gdyby nie płocki bramkarz, wynik byłby korzystniejszy dla gospodarzy.
Zaczęło się od remisu 2:2 w 4. min, w 5. min płocczanie nawet wyszli na prowadzenie, ale w 9. min na tablicy był wynik 5:3. Sporting wykorzystywał bezlitośnie każdy błąd „Nafciarzy”, a dodatkowo Mohamed Aly, bronił nawet idealne strzały płockich rzucających.
W 19. min przy wyniku 12:7, trener Xavi Sabate zdecydował się poprosić o przerwę w grze, bo widać było, że drużynie potrzebne są wskazówki, jak dotrzymywać kroku rywalom. Brakowało obrony, z której Orlen Wisła jest znana w Europie i celnych rzutów, ale przede wszystkim skupienia i wykorzystywania stworzonych sobie sytuacji.
Rozmowa z trenerem niewiele dała, bo w 22. min gospodarze prowadzili już 14:7, nadal bezlitośnie wykorzystując najmniejszy nawet błąd. Różnica siedmiu bramek utrzymała się do końca pierwszej połowy.
Druga połowa rozpoczęła się dla Orlen Wisły tak samo źle, jak pierwsza. Płocczanie popełniali seryjnie błędy, nie potrafili wykorzystać stworzonych sytuacji. W 36. min gospodarze wyprowadzili swoją drużynę na 10-bramkową przewagę 23:13. Szanse na to, że polski zespół awansuje do ćwierćfinału coraz bardziej się oddalały.
A jednak Orlen Wisła nieprzypadkowo znana jest z tego, że potrafi odwrócić losy meczu. W 46. min "Nafciarze" zmniejszyli rozmiary porażki do wyniku 27:20, a w 49. min całkowicie pogubili się miejscowi. Na tablicy był wynik 27:22 i trener Ricardo Costa poprosił o minutę rozmowy ze swoimi zawodnikami.
Na niewiele się zdało, bo w 50. min Orlen Wisła doprowadziła do wyniku 27:23 i szanse na poprawienie rezultatu były coraz większe. Płocczanie utrzymywali czterobramkową przewagę, ale Sporting, a właściwie bracia Costa, nie pozwolili jeszcze bardziej zmniejszyć rozmiarów porażki.
W 57. min gospodarze prowadzili 31:28 i to był już wynik, który zadowalał płockich kibiców. Na dodatek w tej jakże ważnej części spotkania znakomicie spisywali się Michał Daszek i Przemysław Krajewski, którzy mieli stuprocentową skuteczność i to była ich zasługa, że różnica się utrzymywała.
45 sekund przed końcem spotkania, przy stanie 33:29, Melvyn Richardson nie rzucił karnego i goście mieli jeszcze sześć sekund akcji. Natychmiast trener Costa poprosił o czas, ale wynik się już nie zmienił.
Mecz rewanżowy 1/8 finału Ligi Mistrzów ze Sportingiem Orlen Wisła zagra przed własną publicznością 9 kwietnia, początek wyznaczono na godz. 18:45.
