Joanna Jakieła, Natalia Sidorowicz i Kamila Żuk prezentują się w Tyrolu Południowym powyżej oczekiwań. Żuk była ósma w sprincie, a wszystkie trzy ukończyły bieg na dochodzenie w drugiej dziesiątce. Co więcej, w środę wraz z Anną Mąką zajęły szóste miejsce w sztafecie 4x6 km – najwyższe w olimpijskiej historii Polski w tej konkurencji.
Z rozmów z nimi można szybko wyciągnąć wniosek, że niczego im podczas tych igrzysk nie brakuje, a atmosfera w zespole jest bardzo dobra. Wprost mówiła o tym Mąka, która jako jedyna nie zakwalifikowała się do sobotniego biegu. Mimo że jest domatorką, nie wraca wcześniej do domu i zamierza wspierać koleżanki, być może w jakimś punkcie na trasie.
"Mamy super trenera, myślę, że chłopaki też są zadowoleni z trenera Urosa Velepca. Wnosi fajną energię do naszej ekipy. Mamy fajnych fizjoterapeutów, super serwismenów, mam nadzieję, że będą dalej z nami. Trzeba tylko podziękować za te wszystkie możliwości i mieć nadzieję, że to przyniesie efekt" – podkreśliła.
Jak przypomniała, ta czwórka zawodniczek pracuje od początku z trenerem Tobiasem Torgersenem.
"Zmieniały się inne dziewczyny, zmieniał się sztab, zmieniali się fizjoterapeuci, nawet zastępca trenera. Ale my i trener jesteśmy razem od początku do końca. Fajnie to wszystko zbudowałyśmy i z trenerem, i między sobą. Mam nadzieję, że to zaowocuje" – dodała Mąka.
Norweski szkoleniowiec także uważa, że atmosfera w drużynie jest bardzo dobra i cieszy się, że współpraca układa się tak dobrze.
"Jestem dumny z tej grupy, z tych dziewczyn. Polska jest dużym narodem, ale małym, jeśli chodzi o biathlon. Serwismeni, trenerzy, wszyscy, którzy są blisko tego teamu - można prawie policzyć na palcach jednej ręki, ile jest tych osób. Jestem dumny z nich wszystkich" – podkreślił.
W dni wolne przed sobotnim biegiem zachęcał podopieczne, aby nie koncentrowały się na sobie, swoich oczekiwaniach i obawach, a nacieszyły się faktem, że w ogóle są w Anterselvie.
"To jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Do tego to są igrzyska, czyli coś, o czym wszyscy marzymy. Więc trzeba umieć się zatrzymać, popatrzeć na góry, nie koncentrować się tylko na sobie. A potem trzeba się przełączyć na pełną koncentrację" – powiedział Torgersen.
Także Żuk nazwała Anterselvę wspaniałym miejscem z przepiękną atmosferą. Dodała, ze w biegu ze startu wspólnego nie ma już nic do stracenia.
"Jestem w najlepszej "30" igrzysk olimpijskich, a mogę być jeszcze wyżej. To napawa optymizmem. Znając swoją dyspozycję biegową, a teraz też i strzelecką – nic, tylko robić swoją pracę i zobaczyć, jaki to da rezultat" – stwierdziła.
Z kolei Jakieła sam udział w tych zawodach nazwała "nagrodą za te igrzyska".
"Drugi raz w życiu pobiegnę w biegu masowym. Bardzo się cieszę, bo wystartuję wraz z tą elitą, 30 najlepszymi dziewczynami świata. Zawsze mi przychodzą łatwiej starty indywidualne. Sztafeta stresuje, bo wiem, że walczę nie tylko dla siebie, ale i dla całej drużyny. Myślę, że będzie mi łatwiej" – oceniła.
Dzień po występie Polek w tej konkurencji – ostatniej biathlonowej – odbędzie się ceremonia zamknięcia igrzysk.
