Reggie Redding dziś jest indywidualnym trenerem w Philadelphia 76ers. Jego zadaniem jest upewnić się, że Joel Embiid, James Harden czy Tobias Harris mogą idealnie przygotować się do meczu. Zanim gra się zacznie, Redding znalazł czas na rozmowę z Flashscore.
Reggie, jak obecnie wygląda twój typowy dzień pracy?
O ósmej rano jadę do hali treningowej Sixers. O dziesiątej trenujemy rzuty. Po treningu wracam do domu na drzemkę. Jeśli gramy o siódmej, to pierwszy zawodnik przychodzi na rozgrzewkę o 16:15. Dlatego ja muszę być tam wcześniej, przed meczem z Warriors docieram ok. 15:30. Oczywiście często też jestem w trasie, jeśli gramy na wyjazdach.
Mieszkasz w okolicy hali treningowej?
Z rodziną mieszkamy w okolicy mojej uczelni w Villanovie, gdzie grałem. To coś jak przedmieście Philly. Nasza hala jest Camden, New Jersey. Czyli codziennie jadę tam jakieś 45 minut, to nie daleko, jest OK.
Na czym polega twoja praca z Sixers?
Zajmuję się rozwojem zawodników. Jeśli chłopaki chcą przyjść na siłownię i ćwiczyć, jestem z nimi. Najczęściej pracuję z Tobiasem Harrisem, ale pomagam też innym zawodnikom, Joelowi Embiidowi czy Jamesowi Hardenowi. Jestem wszędzie tam, gdzie mnie potrzebują.
Nad jakimi aspektami pracujesz z koszykarzami?
To oczywiście zależy od zawodnika. Chłopaki jak Tobias to profesjonaliści i prawie zawsze sami doskonale wiedzą, nad czym chcą pracować. Czasami nad rzutami, więc robimy treningi pod tym kątem. Innym razem pracujemy nad kontrolą piłki.
Brakuje ci gry na parkiecie?
To jest właśnie świetne w mojej pracy – dużo gram z chłopakami. Jeśli chcą treningu indywidualnego, robię to. Ale bywa też, że potrzebują zawodnika do gry pięciu na pięciu, wtedy wchodzę. To niesamowite pograć z jednymi z najlepszych koszykarzy świata. Nie jestem zawodnikiem 76ers, a jednak uważam, że to fajne. Wciąż dostaję swoją dawkę, chociaż oczywiście brakuje prawdziwej rywalizacji.

Z kim najciężej wygrać na treningu?
Powiedziałbym, że z Embiidem. Jest po prostu taki duży i dobry. Musiałbym być trochę wyższy, żeby go zatrzymać (śmiech). Tyrese Maxey jest wyjątkowo trudny do powstrzymania. Mój Boże, on jest tak niebywale szybki i zwinny.
Miałeś jakieś oficjalne zwieńczenie kariery? Nic na ten temat nie mogliśmy znaleźć.
To było szalone. Ostatni raz grałem w Belgradzie (w Partizanie, do 2020). Miałem uraz klatki piersiowej i musiałem przejść operację. A potem przyszedł COVID i posłali nas wszystkich do domów. Następny sezon przesiedziałem w domu i dochodziłem do siebie po kontuzji i operacji. W tym czasie urodziła mi się córka. Zeszłego lata zadałem sobie pytania: no dobra, znów jestem w formie, ale czy chcę wracać na parkiet? Wtedy zmarł mój tata i zdecydowałem zakończyć karierę. Nie byłem gotowy opuścić domu parę tygodni po śmierci ojca. I kiedy rozważałem koniec gry, zadzwonili do mnie z Sixers. Przyjąłem to za znak, by skończyć jako zawodnik i zacząć jako trener.

Jak się pracuje pod okiem trenera Doka Riversa?
Uczenie się od trenerów jest fantastyczne. Oczywiście, od niego szczególnie. Od lat śledziłem jego pracę, więc móc rozpocząć karierę akurat z nim to coś niewyobrażalnego. Doc jest bardzo gościnnym trenerem, zawsze można zajrzeć do jego gabinetu. Możesz go spytać o cokolwiek, pogadać. Pomaga, zawsze ma otwarte drzwi. Nie widziałem go wściekłego czy w ogóle w złym nastroju. Praca pod kimś takim to prawdziwe szczęście.
Urodziłeś się w Filadelfii, jak to jest pracować teraz dla Sixers?
Jestem prawdziwym szczęściarzem. Mogłem skończyć grę na parkiecie i dołączyć do Sixers z marszu. To nie zdarza się wielu ludziom. A podwójne szczęście mam, że mogę pracować mieszkając w rodzinnym mieście. Dorastałem w Philly, chodziłem tu do szkoły i na studia, przez całe życie byłem fanem Sixers, a teraz mam szansę być częścią klubu.
Gdzie się widzisz w przyszłości jako trener?
Długo o tym myślałem i jeszcze nie mam pewności. Mam dwuletni kontrakt z Sixers, z następnym sezonem włącznie. Po drugim sezonie będę miał lepsze pojęcie, dokąd zmierzam. Chwilowo po prostu cieszę się tym, co robię. Póki sprawia mi to frajdę i się rozwijam, to to kocham.
Wspominasz czasami grę w Niemczech? Byłeś tam bardzo popularny.
Kocham Niemcy, zawsze lubiłem tam żyć i grać. Najlepsze lata mojej kariery to chyba te dwa w Berlinie. Grałem dobrze, miasto jest świetne, a ALBA zawsze o mnie dbała. Wciąż mam dobre relacje z kolegami z tamtego okresu. Berlin to był mój szczyt kariery w Europie.
Philadelphia 76ers wygrali wspomniany mecz z Golden State Warriors 118-106.
