Biało-czerwoni musieli się natrudzić, by pokonać Słoweńców i chociaż inicjatywa przez większość czasu była po ich stronie, to nie brakowało nerwowych momentów. Szczególne problemy sprawiała Polakom zagrywka rywali, przez co przyjęcie nie było najlepsze.
"Zagraliśmy całkiem przyzwoite spotkanie przeciwko mocnej ekipie. Zawsze trudno nam się z nimi gra, a teraz jeszcze dołączył do nich Klemen Cebulj, który jest klasowym zawodnikiem. Dzięki niemu jeszcze się wzmocnili w bloku i zagrywce. Może w trzecim secie wkradło się u nas rozkojarzenie, daliśmy Słoweńcom pole do popisu, zrobiło się nerwowo, mimo naszego prowadzenia 2:0. Cieszę się, że mogłem wejść na boisku i czynnie pomóc drużynie" - powiedział Semeniuk.
30-letni przyjmujący odmienił losy trzeciej partii, po jego wejściu zespół odrobił stratę do Słoweńców i zdołał zamknąć spotkanie. Po meczu Semeniuka komplementował Cebulj.
"To duży komplement, jeśli przeciwnik docenia twoją grę i twierdzi, że zmieniłem rytm spotkania. Jestem zadowolony i mam nadzieję, że w przyszłości będą mi się zdarzać takie wejścia, co najmniej tak dobre, jak to" - przyznał gracz Sir Sicoma Monini Perugia.
Semeniuk pełni w tym sezonie rolę zawodnika zadaniowego, często pojawia się na zagrywkę za środkowego Szymona Jakubiszaka, po czym zostaje na boisku w drugiej linii na kilka akcji, by pomóc w przyjęciu, obronie i ataku.
"Za pierwszym razem nie do końca wiedziałem, gdzie się ustawić. Jednak im więcej tego typu zmian wykorzystuje trener, tym bardziej oswajam się z tą sytuacją. Nawet jeśli trener w trakcie spotkania nic mi nie mówi, że planuje taką zmianę, to ja zawsze jestem gotowy. Wystarczy, że na siebie spojrzymy i on wie, że ja wiem, co mam zrobić. W tej kadrze jestem jak kameleon i dostosuję się do wszystkiego" - przyznał z uśmiechem przyjmujący.
"Jeśli chodzi o fizyczność, to jest sprawa indywidualna. Nasz sztab od przygotowania motorycznego tak układał plan, żebyśmy w najważniejszych momentach byli w najlepszej dyspozycji i skakali klatą ponad siatkę. Ja się czuję dobrze. Może faktycznie brakowało trochę zagrywki, ale w finale odpalimy na sto procent" - zapewnił.
Rywalem Polaków w wielkim finale będzie Francja. Biało-czerwoni będą mieli okazję do rewanżu za przegrany finał igrzysk olimpijskich w Paryżu, jednak nie potrzebują dodatkowej motywacji, bowiem zwycięzca mistrzostw Europy w tym roku uzyska dodatkowo awans na igrzyska w Los Angeles.
"Gra toczy się o podwójną stawkę. Dobrze byłoby już mieć w kieszeni ten bilet do Los Angeles. Pamiętajmy, że jeszcze w przyszłym roku są mistrzostwa świata u nas rozgrywane, stamtąd trzy drużyny zakwalifikują się do igrzysk, a później będzie jeszcze szansa dzięki rankingowi. Nie chcę mówić, że jak przegramy, to się nic nie stanie, bo oczywiście nie chcemy przegrać. Nie po to spędzamy na tym turnieju blisko miesiąc, żeby na sam koniec przegrać. Zrobimy wszystko, aby w doborowym humorach zakończyć ten turniej i mieć ten bilet. Ewentualna porażka też nie oznacza jednak końca świata" - zauważył Semeniuk.
Początek finału o 21. Cztery godziny wcześniej walkę o brązowy medal rozpoczną Słoweńcy z Finami.
