Pierwszoligowiec z Wielkopolski tylko momentami był w stanie postawić się Bielszczankom, ale sensacji nie sprawił. BKS w niedzielę (początek, godz. 14.45) stanie przed szansą na zdobycie dziewiątego Pucharu Polski w historii, a po raz 20. wystąpi w finale tych rozgrywek. Rywalem będzie zespół PGE Budowlani Łódź, który we wcześniejszym półfinale niespodziewanie pokonał obrońcę trofeum KS DevelopRes Rzeszów 3:1.
Siatkarki MKS przystąpiły do meczu najwyraźniej mocno spięte, bowiem pierwszy punkt zdobyły dopiero przy stanie 7:0 dla rywalek. BKS nie musiał mocno się wysilać, by uzyskać tak znaczącą przewagę już na początku pojedynku – wystarczyły dobre zagrywki Martyny Borowczak, a mnóstwo punktów Kaliszanki oddały „za darmo” popełniając dużo błędów własnych.
Pierwszoligowiec, mimo że na tablicy był wynik 10:2, nie poddawał się, po trzech udanych akcjach w bloku, było już tylko 11:7 i trener Bielszczanek Bartłomiej Piekarczyk poprosił o czas. Kilka szybkich uwag szkoleniowca pomogło, bo bardziej doświadczony zespół z ekstraklasy znów przejął kontrolę nad spotkaniem.
W drugiej odsłonie mecz się wyrównał, przewaga siatkarek BKS nie była już tak wyraźna, ale to wciąż one miały więcej atutów. Lepiej przyjmowały serwis rywalek i same skuteczniej zagrywały. Bielszczanki musiały sobie radzić bez kontuzjowanej pierwszej rozgrywającej Wiktorii Szewczyk, mimo to jej zmienniczka Agata Michalewicz stanęła na wysokości zadania. Podopieczne Piekarczyka w drugiej części seta uzyskały kilkupunktową przewagę, którą utrzymały do końca.
Najwięcej emocji przyniosła trzecia partia, którą ekipa z południowej Wielkopolski rozpoczęła od prowadzenia 5:1. Piekarczyk wziął przerwę na żądanie, po której jego zawodniczki grały już skuteczniej. Kaliszanki długo mogły mieć jednak nadzieję na przedłużenie meczu, w końcówce BKS wygrywał tylko 21:20. W decydujących momentach dwukrotnie skutecznie zaatakowała Marta Orzyłowska, która wyróżniona została nagrodą MVP spotkania. Awans do półfinału przypieczętowała Borowczak skutecznym atakiem ze skrzydła.
