2500 kibiców, którzy przyszli na mecz, mogło zobaczyć w holu głównym Hali Nysa puchar, który Stal otrzymała w 1996 roku za wygranie rozgrywek PP.
"Dokładnie siódmego stycznia będziemy obchodzić 30. rocznicę jego wywalczenia” - przypomniano w komunikacie nyskiego klubu.
Fani Stali mieli okazję do radości na początku pierwszego seta, kiedy pierwszoligowi nyscy siatkarze prowadzili 1:0, 2:1, 4:3. Lublinianie szybko wypracowali sobie przewagę kilku punktów. W momencie gdy na zagrywce był Wilfredo Leon było 4:9. Nie był to jednak koniec emocji w inauguracyjnej odsłonie. Zespół z woj. opolskiego zdołał odrobić straty, a nawet ponownie wyjść na prowadzenie (10:9). Wyrównana walka trwała do wyniku 18:19, kiedy to trener lublinian Stephane Antiga poprosił o przerwę. Po niej, jego podopieczni "odskoczyli” rywalom. Było 20:24, ale Bogdanka nie zdołała wykorzystać dwóch piłek setowych. Jednak przy wyniku 22:24 piłkę w siatkę z zagrywki posłał Wiktor Musiał.
Bardzo dobrze drugą odsłonę zaczęli pierwszoligowcy. Prowadzili 4:1, 10:8. Po asie serwisowym w wykonaniu Leona jego drużyna wyrównała na 11:11. Nieoczekiwanie potem Stal zdobyła sześć punktów z rzędu (17:11). Mistrzowie Polski słabo w tym okresie przyjmowali zagrywkę, nie radzili sobie z blokiem rywali. Nie udało im się już odrobić strat. Gdy było 24:16 punkt blokiem zdobyła Stal.
Trzeci set stał pod znakiem inicjatywy Bogdanki. Gdy było 17:24 skutecznym atakiem środkiem popisał się Fynnian McCarthy. W ostatniej odsłonie lider PlusLigi przegrywał 12:14, 15:17, 19:20. Jednak w końcówce przejął inicjatywę, a ostatni punkt w tym spotkaniu - bezpośrednio z zagrywki - zdobył Leon. Został on wybrany MVP spotkania.
"Po tym spotkaniu słowa szacunku należą się siatkarzom z Nysy. Ryzykowali, nie "pękali”. Nasze problemy w tym spotkaniu wynikały z ich dobrej postawy" - powiedział rozgrywający Bogdanki Marcin Komenda, który w przeszłości grał w Stali.
Przyznał, że ucieszył się z możliwości przyjazdu do Nysy. Zresztą pamiętali o nim kibice zgromadzeni w hali. Przed spotkaniem i po nim skandowali jego imię i nazwisko. Długa była też kolejka osób oczekujących po meczu na możliwość zrobienia sobie z nim zdjęcia, otrzymania autografu.
Przyjmujący Stali Kamil Kosiba także uważa, że on i koledzy z drużyny dobrze się we wtorek zaprezentowali: - Co prawda trzeci i czwarty set przegraliśmy dość wyraźnie. Jednak nie mamy się czego wstydzić. Jestem dumny z drużyny. Dziękuję kibicom, którzy przyszli dziś tak licznie.
Turniej finałowy PP siatkarzy w tym sezonie odbędzie się w dniach 10-11 stycznia w Krakowie.
