W fazie zasadniczej rozgrywek BKS pokonał w Łodzi ŁKS 3:2, a u siebie 3:1.
Początek środowego spotkaniu był dobry w wykonaniu Bielszczanek. W inauguracyjnej odsłonie prowadziły 3:0, 6:3. Jednak Łodzianki doprowadziły do wyniku 6:6, a potem to one miały inicjatywę. Ostatecznie wygrały 25:20.
W drugim secie zacięta walka trwała do wyniku 13:13. Potem jednak siatkarki z Łodzi długo nie potrafiły dobrze przyjąć zagrywki Nikoli Abramajtys. W efekcie "zrobiło się" 20:13. Tej przewagi Bielszczanki już nie roztrwoniły.
"Wiedziałyśmy, że kluczem na ten mecz będzie zagrywka, odrzucenie rywalek od siatki. ŁKS ma problem z przyjęciem. W pierwszym secie to jednak Łodzianki przycisnęły nas zagrywką, w konsekwencji wówczas wygrały" – powiedział po meczu Abramajtys.
Jego zdaniem, od drugiego seta mecz toczył się pod kontrolą BKS.
Gdy w trzecim było 20:11 wydawało się, że Bielszczanki bez problemu wygrają tę odsłonę. Tymczasem rywalki zmniejszyły stratę do zaledwie trzech punktów. Było 23:20, ale kolejne dwa punkty zdobyły podopieczne trenera Bartłomieja Piekarczyka. ŁKS nie zdołał doprowadzić do tie-breaka.
"Nie podobało mi się, jak zespół zareagował na to co się stało w drugim secie. Zamiast wyjść na kolejny w bojowych nastrojach trochę moje zawodniczki się poddały. Na szczęście zmienniczki, które weszły na plac gry, pociągnęły drugą część seta. W czwartej odsłonie trochę zabrakło nam szczęścia. Było kilka akcji, w których mieliśmy minimalne pomyłki" – powiedział trener ŁKS Adrian Chyliński.
Dodał, że w grze jego drużyny zabrakło jakości. "Wynik jest, jaki jest, musimy zagrać genialnie w niedzielę" – ocenił.
W końcowej tabeli fazy zasadniczej BKS zajął czwarte miejsce, a ŁKS piąte. Dlatego, jeśli w niedzielę w Łodzi wygra miejscowa drużyna, to trzecie, decydujące spotkanie odbędzie się w Bielsku-Białej.
