W niedzielny wieczór odbył się pierwszy w historii konkurs kobiecy na dużej skoczni. Polki na dużej skoczni mogły walczyć najwyżej o awans do finału i dla jednej ten cel nie okazał się wcale odległy. Twardosz skoczyła 115 m i otrzymała notę 93,1 pkt. Bełtowska uzyskała 108 m i 83,4 pkt. Polki zajęły ostatecznie miejsca 36 i 41.
Do drugiej serii awansowało 30 zawodniczek, ale okoliczności budziły kontrowersje - niektóre z pretendentek do medalu były puszczane w niekorzystnych warunkach, co odbijało się na wynikach. Niespodziewanie odpadła 42. Katharina Schmid, która po tym sezonie zakończy karierę. Utytułowana Niemka jest wicemistrzynią olimpijską z Pjongczangu (2018) i Pekinu (2022).
Stroem triumfowała notą 284,8 pkt po skokach na 130,5 m i 132 m. Druga Kvandal osiągnęła 129 m i 133,5 m, uzyskując 282,7 pkt. Trzecia Prevc atakowała podium zza pleców czołówki po pierwszej serii. Skoczyła 128 m i 127,5 m, co dało jej 271,5 pkt.
Podczas igrzysk we Włoszech Stroem zdobyła trzy medale - indywidualnie dwa złote i srebrny w konkursie drużyn mieszanych. "To niesamowite, że mam tyle medali. Czuję się trochę jak biegacz narciarski Johannes Klaebo. Cały nasz zespół spisał się doskonale. Po pierwszej serii myślałam, że uczestniczę w mistrzostwach Norwegii" - powiedziała Stroem na antenie Eurosportu.
Prevc również trzy razy stanęła na podium, gdyż była druga na normalnym obiekcie i zwyciężyła konkurs mikstów wraz ze swoim bratem Domenem, Niką Vodan i Anze Laniskiem.
Kobiety rywalizowały na dużej skoczni pierwszy raz w historii olimpijskich zmagań, choć w zimowych igrzyskach zadebiutowały w 2014 roku. W Soczi, Pjongczangu (2018) i Zhangjiakou (2022) startowały tylko na normalnych obiektach.
W poniedziałek na dużej skoczni w Predazzo odbędzie się konkurs duetów z udziałem Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska.

