Po sukcesie na średniej skoczni i świetnych skokach całej polskiej trójki w serii próbnej przed sobotnim konkursem, apetyty polskich kibiców były ogromne. W końcu w tej kategorii oglądaliśmy już polskie złoto za sprawą Kamila Stocha. Tym razem miał wystąpić w walce najwyżej o top 10, a o podium miał się bić Kacper Tomasiak.
Zaczęło się za mocno, trzeba było skracać
Konkurs rozpoczął się z 17. belki i bardzo dobre skoki już w pierwszej fazie zawodów kazały zadać pytanie, jak będą wyglądały próby najlepszych skoczków. Jako pierwszy granicę 130 metrów przekroczył Vilho Palosaari (131 m). Wreszcie, gdy Ilia Mizernych z Kazachstanu huknął 140,5 metra, organizatorzy obniżyli rozbieg o dwa stopnie.
O skokach powyżej 140 metrów większość zawodników musiała już zapomnieć, ale Paweł Wąsek znalazł się tuż za Mizernychem, gdy lądował w dobrym stylu na odległości 129,5 m. Potwierdził więc formę z treningu, podobnie jak Kamil Stoch. W jego przypadku 126,5 metra nie pozwalało myśleć o atakowaniu czołówki, ale dało pewny awans i 19. miejsce po pierwszej serii.
Mimo nominalnie zbliżonych warunków kolejni zawodnicy z dużymi nazwiskami lądowali wcześnie. Dopiero Kacper Tomasiak przełamał dominację Mizernycha lotem na 133 metry. Tylko Kristoffer Sundal przebił Polaka (136 m), aż doszliśmy do ścisłej czołówki.
Ren Nikaido huknął 140 metrów, nieznacznie słabiej poleciał Domen Prevc (138,5 m) i te próby wydawały się zamknąć kwestię złota oraz srebra. Tomasiak? Po pierwszej serii był czwarty i z Sundalem miał walczyć o brąz, bo przewaga punktowa Nikaido z Prevcem wydawała się poza zasięgiem. Do lidera Polak tracił ponad 12 punktów, do Prevca nieco ponad 5 pkt. Trzeba było też uważać na Jana Hoerla, który był tylko o 0,1 pkt za Tomasiakiem.

Tomasiak wytrzymał lepiej niż Nikaido
Mimo podniesienia belki na 16. stopień pierwsze próby finałowej serii mogły martwić – warunki niby równe, a problemy weteranów pokroju Paschke czy Lanisek. Wkrótce jednak zaczęły się próby wyraźnie za 130 metrów i jedną z nich oddał Kamil Stoch. 131,5 metra dało mu 21. miejsce w - najpewniej - ostatnim indywidualnym występie na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich.
Skoro odległości znów rosły, sędziowie wrócili do 15. belki. Do skoków powyżej 130 wróciliśmy tuż przed Pawłem Wąskiem - Forfang i Deschwanden przekroczyli pułap, Wąsek tylko do niego doskoczył. Stracił na pozycji, za to skaczący po nim Ryoyu Kobayashi lotem na 138,55 metra rozpoczął atak na czołowe pozycje.
Dopiero Hoerl zatrzymał awanse Kobayashiego swoimi 136 metrami, jednocześnie podnosząc presję na Kacpra Tomasiaka. Wytrzymał, on znowu to zrobił! 138,5 metra dało powiększenie przewagi, a Kristoffer Sundal lądował o trzy metry bliżej. Stracił podium na rzecz Tomasiaka!
Na pokonanie dwóch wielkich faworytów nie należało się nastawiać, Domen Prevc zresztą nie zostawił złudzeń: 141,5 metra oznaczało, że tylko Nikaido może powstrzymać Słoweńca. Tymczasem skoczył 136,5 metrów przy niższej rekompensacie i zabrakło punktów.

