Bearman uderzył Haasem w bariery z siłą 50G w zakręcie Spoon po tym, jak zbliżył się do Alpine Franco Colapinto przy znaczącej różnicy prędkości między samochodami – poinformował amerykański zespół.
Gdy Haas skręcił w lewo, by uniknąć kontaktu, wypadł na trawę i przebił tablicę oznaczeniową, a dwudziestolatek stracił panowanie nad autem przy prędkości 308 km/h. W kluczowym momencie wyścigu na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.
Haas przekazał, że Bearman, który po opuszczeniu auta utykał, nie doznał złamań, ale nabawił się stłuczenia prawego kolana w wyniku uderzenia.
"Miał ogromną przewagę prędkości nad poprzedzającym autem, więc musiał wykonać manewr omijający, wjechał na trawę i rozbił się. To było przerażające" - powiedział szef zespołu Ayao Komatsu w rozmowie ze Sky Sports TV podczas wyścigu.
Tak duże różnice prędkości na torze są podkreślane jako konsekwencja nowej ery silnikowej i przepisów, a także konieczności zarządzania przez kierowców większym udziałem elementu elektrycznego.
Hiszpan Sainz, będący dyrektorem Stowarzyszenia Kierowców Grand Prix, przyznał, że kierowcy obawiali się właśnie takiego wypadku i wezwał Międzynarodową Federację Samochodową (FIA) do działania.
"Ostrzegaliśmy ich, że coś takiego się wydarzy, że przy takich różnicach prędkości dojdzie do takich wypadków – to było nieuniknione" - powiedział. "Nie jestem zadowolony z tego, co mieliśmy do tej pory. Mam nadzieję, że uda się znaleźć lepsze rozwiązanie, które nie będzie generować tak ogromnych różnic prędkości i pozwoli na bezpieczniejsze ściganie".
"Tutaj mieliśmy szczęście, że była droga ewakuacyjna. Teraz wyobraźcie sobie, że jedziemy do Baku, Singapuru czy Las Vegas (uliczne tory) i przy takich różnicach prędkości dochodzi do wypadków tuż przy ścianach".
Szef Mercedesa Toto Wolff zgodził się, że sport musi się tym zająć.
"Przepisy są na bardzo wczesnym etapie rozwoju i tak naprawdę FIA oraz zespoły bardzo dokładnie przeanalizują ten wypadek, by sprawdzić, jak można uniknąć takich sytuacji" - powiedział Austriak.
