"Dla mnie to nie ma sensu" – powiedział Hamilton dziennikarzom na ulicznym torze w Baku, przed sobotnim wyścigiem o Grand Prix Azerbejdżanu.
"Zawsze powtarzałem, że Monako musi być inne. Wprowadziliśmy wyścigi sprinterskie i uważam, że wniosły one do tego sportu coś nowego, ale dla takich miejsc jak to, musimy wymyślić coś innego. Nie wiem co, ale sprinty nie są rozwiązaniem" - dodał.
Władze Formuły 1 kilka dni temu ogłosiły kalendarz na sezon 2027, w którym Monako znalazło się na rekordowej liście dziesięciu gospodarzy sprintów.
Decyzja wywołała pewne zaskoczenie, ponieważ tor biegnący wzdłuż portu – gdzie wyprzedzanie jest niemal niemożliwe – zazwyczaj zapewnia emocjonujące kwalifikacje, ale same wyścigi często są mało atrakcyjne, gdyż zwycięża zdobywca pole position.
Formuła 1 wprowadziła format sprintu w 2021 roku, testując go wówczas podczas trzech rund. W sezonie 2026 zaplanowano sześć sprintów, w październiku odbędzie się ostatni w Singapurze, także na torze ulicznym.
Zwycięstwo w sobotnim sprincie daje kierowcy osiem punktów, to oznacza, że w weekend wyścigowy można zdobyć maksymalnie 33 pkt, a nie - jak zazwyczaj – 25. Według danych Formuły 1, łączna oglądalność weekendów ze sprintem była o 12 procent wyższa niż w przypadku weekendów bez tego formatu.
Także obrońca tytułu Brytyjczyk Lando Norris z McLarena nie jest fanem sprintu. Przyznał, że jego zdaniem są lepsze miejsca na jego organizację.
"Szczerze mówiąc, to nie my decydujemy, gdzie się ścigamy, więc nie ma sensu tracić czasu na rozmyślanie o tym" - wyjaśnił Brytyjczyk.
Z kolei czterokrotny mistrz świata Holender Max Verstappen z Red Bulla, który nigdy nie był zwolennikiem formatu sprintu, dodał: "To jest taki sam scenariusz jak w głównym wyścigu, ekscytujesz się startem, a potem nie możesz wyprzedzić na wąskich ulicach rywali. Komu to potrzebne?".
