Przez sporą część sezonu Piastri dominował i po Grand Prix Holandii miał nawet 34 punkty przewagi nad Norrisem.
Jednak jego forma i przewaga stopniowo topniały, a ostatecznie to Norris zakończył nadzieje Maxa Verstappena na piąty z rzędu tytuł.
Piastri zajął trzecie miejsce, tracąc do zespołowego kolegi 13 punktów.
"Oczywiście, poprzedni sezon nie był taki, jakiego chciałem, ale uważam, że warto iść dalej" – powiedział Piastri podczas wydarzenia prasowego McLarena z udziałem obu kierowców w siedzibie zespołu pod Londynem. "Myślę, że w zeszłym roku dostałem uczciwą szansę. I spodziewam się, że to się nie zmieni".
24-letni Australijczyk przyznał, że momentami zasady „Papaya Rules” w zespole, pozwalające każdemu z kierowców walczyć o zwycięstwo, prowadziły do pewnych napięć.
"Prawdopodobnie sami sobie przysporzyliśmy trochę problemów, których mogliśmy uniknąć w niektórych momentach zeszłego roku... Myślę, że to było widoczne dla wszystkich oglądających. Ale z mojej strony nigdy nie było złych intencji. Można było pewne rzeczy rozwiązać lepiej, w innych sytuacjach postąpić inaczej".
"Ale to jest część sportu na najwyższym poziomie i Formuły 1. Nigdy nie podejmiesz każdej decyzji idealnie, nigdy nie zadowolisz wszystkich. To właśnie wyjątkowość Formuły 1 – to sport zespołowy, w którym nagroda jest indywidualna. Pracujemy nad tym, jak możemy się poprawić i stać się jeszcze silniejsi".
Choć Piastri starał się tonować rywalizację słowami, napięcie znów dało o sobie znać, gdy Australijczyk opuszczał wydarzenie, a Norris wchodził – nie zamienili nawet spojrzenia ani słowa.
„Cel w życiu”
Uśmiechnięty Norris wciąż cieszy się z pierwszego tytułu, ale 27-latek wyraźnie unikał porównań do takich legend jak Lewis Hamilton czy Michael Schumacher.
"Muszę znaleźć własną drogę i nie przejmować się tym, co robili inni, tylko zrozumieć, co mnie motywuje" – powiedział. "Duża część mojej motywacji, jak już mówiłem, nie polega na wyobrażaniu sobie siebie na najwyższym stopniu podium czy z pucharem w ręku. Wiele z tego to zespół, umożliwienie im zdobywania trofeów, świętowania i zabawy. Więc nie, nie jestem wielki".
Brytyjczyk jednak jasno zapowiedział, że w Melbourne zamierza zrobić pierwszy krok w kierunku obrony tytułu.
"Widzę przed sobą jeszcze wiele lat w Formule 1 i wciąż będę próbował zdobyć jak najwięcej mistrzostw. Jeśli już nigdy mi się to nie uda, i tak jestem szczęśliwy, że zdobyłem jeden tytuł. Jeśli kiedyś zobaczysz mnie bez uśmiechu, po prostu daj mi kuksańca, żebym sobie przypomniał. Osiągnąłem swój cel w życiu i jestem bardzo szczęśliwy, jestem z siebie dumny. To coś, co zawsze będę miał w sobie".
