W ubiegłym roku potrzebował zaproszenia jako 256. zawodnik świata, by wziąć udział w turnieju, ale triumf w Masters 1000 w Szanghaju w październiku odmienił jego karierę.
"Jedyne, czego chciałem, to mierzyć się z wielkimi graczami na własnych kortach, sprawiać im problemy i próbować coś osiągnąć" – przyznał 27-letni Monakijczyk.
W tym tygodniu pokonał dwóch tenisistów z top 10: Lorenzo Musettiego (5. ATP) w drugiej rundzie oraz Alexa De Minaura (6. ATP) w ćwierćfinale. W półfinale poprzeczka okazała się jednak zbyt wysoka – przegrał z liderem rankingu, Carlosem Alcarazem 6:4, 6:4.
"Jak na pierwszy raz, uważam, że to był już dobry pojedynek. Nawet jeśli po drugiej stronie siatki stał Alcaraz, cieszę się, że po tym meczu czuję lekki niedosyt, bo to pokazuje, że chcę być jeszcze lepszy" – powiedział wysoki tenisista (1,93 m) podczas konferencji prasowej.
Dzięki temu występowi w Księstwie w poniedziałek awansuje na 17. miejsce w rankingu ATP, co potwierdza, że tytuł w Szanghaju, nie był przypadkiem.
"Jestem na swoim miejscu. Zamierzam pozostać sobą, robić to, co do tej pory, ale cieszę się, że sezon na kortach ziemnych dopiero się zaczyna, bo przed nami wiele pięknych turniejów i Roland Garros za półtora miesiąca" – zapowiedział Vacherot.
