Jakie są Twoje odczucia po takiej porażce w porównaniu do finału w zeszłym roku?
"Szczerze mówiąc, jestem teraz tak wykończony, że nie czuję żadnych emocji... Zobaczymy za dwa dni, ale na ten moment jestem po prostu wyczerpany. Oboje dotarliśmy do granic swoich możliwości, więc w pewnym sensie jestem z siebie dumny, zwłaszcza za to, że odrobiłem straty ze stanu 0:2 w setach. Oczywiście jestem rozczarowany, ale to dopiero początek sezonu. Jeśli będę dalej grał i trenował w ten sposób, myślę, że ten rok może być dla mnie udany".
Co się wydarzyło, gdy podczas przerwy medycznej w trzecim secie, gdy Alcaraz był masowany?
"Miał skurcze, a normalnie nie wolno brać przerwy medycznej z tego powodu. Ale co mogę zrobić? To nie ja podejmuję decyzje. Na korcie powiedziałem sędziemu, że to jest bez sensu. Ale ten mecz był jedną z najwspanialszych batalii w historii Australian Open, więc nie chcę wywoływać wokół tego kontrowersji".
Czy masz jakieś żale po tym meczu?
"Tak, drugi set. Powinienem go wygrać, zwłaszcza że serwowałem na jego zakończenie. Ale co ciekawe, nie mam większych pretensji do siebie o piąty set (w którym serwowałem na wygraną, przyp. red.), bo wtedy byłem już w trybie przetrwania. Gdybym zdołał wyrównać na 1:1 w setach, a on miał skurcze w trzecim secie, to mogło zmienić przebieg spotkania. Potem nie zagrałem dobrze w trzecim i czwartym secie. Powinienem je wygrać łatwiej, ale on od razu trafiał w wymianach, zdobywał punkty już pierwszym uderzeniem i nie udało mi się wciągnąć go w dłuższe akcje. W zasadzie przez półtorej godziny odpoczywał (śmiech), prawie się nie ruszając. Powinienem to lepiej wykorzystać i szybciej wygrać te sety. Może nie miałby wtedy czasu na pełną regenerację. Bo w piątym secie znów poruszał się niesamowicie".
