Te w Melbourne były dzisiaj bardzo niekorzystne, ponieważ przez cały dzień mieliśmy do czynienia z niezbyt wysoką temperaturą i silnymi porywami wiatru, a wieczorem doszły do tego opady deszczu. Z tego powodu istniało ryzyko, że spotkanie Fręch z Paolini będzie dokończone już jutro, ale ostatecznie udało im się dograć je przed północą. Niestety z niekorzystnym skutkiem dla Polki.
Większość gemów w pierwszym secie toczyło się na przewagi i były one bardzo wyrównane, ale to Paolini wygrywała większość kluczowych piłek i z tego względu wynik seta wygląda na dość jednostronny. Fręch zdołała wygrać tylko jeden ze swoich czterech gemów serwisowych, podczas gdy Włoszka obroniła w tej partii aż 9 z 10 break pointów.
Na samym starcie drugiej odsłony doszło do jednej z przerw z powodu opadów deszczu, a dla Fręch była to okazja na nowe otwarcie w tym spotkaniu. Niestety trwała jej niemoc na linii serwisowej, ponieważ zaczęła od dwóch przegranych własnych gemów serwisowych. W trakcie tej serii miała jednak trzy break pointy, z których jednego wykorzystała, a to dawało jakąś nadzieję.
Niestety Paolini wyszła na prowadzenie 4:1, ale od tego momentu miał miejsce najlepszy czas z perspektywy polskiej zawodniczki. Pewnie wygrała bowiem swojego gema serwisowego, a później przełamała rywalkę na 3:4 przy ogromnej pomocy ze strony Włoszki, która zagrywała kolejne dość proste piłki w siatkę.
Niestety w końcówce seta Paolini znów była poziom wyżej - przełamała Polkę i zakończyła mecz przy swoim serwisie, zostawiając Fręch z trzema wygranymi gemami w drugim secie.
