Sabalenka przystępowała do finału na Melbourne Park z zamiarem zostania pierwszą tenisistką od czasów Martiny Hingis, która wygra trzy kolejne Australian Open. Jednak jej plany pokrzyżowała Keys, która w znakomitym stylu na Rod Laver Arena sięgnęła po swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy.
Białorusinka podkreśliła, że nie widzi różnicy między przyjazdem do Australii jako mistrzyni a jako finalistka.
"Nie ma znaczenia, o jaki turniej chodzi" - powiedziała przed turniejem przygotowawczym w Brisbane. "Niezależnie od tego, czy bronię tytułu, czy odpadłam w pierwszej rundzie rok temu, cel zawsze jest ten sam – pokazać najlepszy tenis i rozwijać swoją grę. Szczerze mówiąc, to wszystko. Zawsze skupiam się na sobie, na rozwoju swojego tenisa i dbam o to, by być w stu procentach gotowa".
Sabalenka miała nietypowe przygotowania do Australian Open, rozgrywając w Dubaju szeroko komentowany mecz "Battle of the Sexes" z Nickiem Kyrgiosem.
Podkreśliła jednak, że cieszy się z powrotu do Australii, gdzie bardzo lubi atmosferę i odnosiła już duże sukcesy.
"Zdecydowanie nie przepadam za upałem, ale za ludżmi tutaj – tak" - przyznała. "Myślę, że atmosfera – na trybunach w Brisbane zawsze jest komplet. Wszyscy naprawdę żyją tenisem. Również w Melbourne wsparcie jest niesamowite. Zawsze jestem bardzo zmotywowana, gdy przyjeżdżam do Australii" - powiedziała, zapytana, czy zeszłoroczna porażka z Keys jest dla niej dodatkową motywacją.
"Oczywiście pamiętając o zeszłorocznym finale, bardzo chcę w tym roku zagrać choć odrobinę lepiej niż wtedy" - dodała z uśmiechem.
Sabalenka przyznała, że zawsze wybiera Brisbane na początek sezonu, bo ma tam gwarancję wymagających meczów. W tym roku w drabince znalazło się siedem zawodniczek z czołowej dziesiątki rankingu.
"To trudna drabinka, wiele świetnych tenisistek" - powiedziała. "To sporo spotkań przed Australian Open".
Sabalenka w pierwszej rundzie ma wolny los, a w drugiej zmierzy się z Hiszpanką Cristiną Bucsą lub kwalifikantką.
