"Początek był dobry w moim wykonaniu. Weszłam na wysokie tempo, miałam poczucie, że mogę powalczyć. W pewnym momencie odrobinę zwolniłam i mecz kompletnie wymknął się spod kontroli. Rywalka pokazała swoją klasę. Potrafi utrzymać jakość w całym spotkaniu, a ja jeszcze nie" – dodała.
Katarzyna Kawa przyznała, że popełniła kilka błędów, co siódma zawodniczka światowego rankingu wykorzystywała bez skrupułów. "Niestety, nie mam jeszcze takiego doświadczenia w grze na tym poziomie, by podjąć odpowiednie decyzje. Potrzebuję wykonać pewną pracę" – przyznała.
Porażka Kawy ze Switoliną była dla bukmacherów oczywistością, biorąc podu wagę rankingową przepaść między zawodniczkami. Mimo to początek w wykonaniu Polki sprawił faworytce zaskakująco duże problemy. Dopiero później wyraźnie odskoczyła, by wygrać 6:2, 6:1. W pierwszym singlu Magda Linette uległa Marcie Kostiuk 4:6, 0:6 w podobnych okolicznościach - do stanu 4:4 szły równo, a później punktowała już niemal tylko Ukrainka.
Mączka miała być dla Igi
Kapitan kadry Dawid Celt podkreślił, że wiedział, iż spotkanie z Ukrainkami będzie ciężkie. Bez dwóch najwyżej notowanych zawodniczek w singlu, trzeba było wspiąć się na absolutne wyżyny. "Nie powiedzieliśmy ostatniego słowa, w sobotę czekają nas kolejne pojedynki. Zrobimy wszystko, żeby pozostać w grze jak najdłużej" – stwierdził.
Wyjaśnił, że wybór nawierzchni ziemnej został dokonany dwa miesiące przed zawodami.
"Zrobiłem wywiad wśród dziewczyn. Była brana pod uwagę obecność Igi Świątek. Robiliśmy wszystko, by ją ściągnąć. Wiadomo, że aby w takim meczu grać skutecznie, musimy być w najmocniejszym składzie. Chcieliśmy położyć kort taki, jaki pomoże jej podjąć właściwą decyzję. Dlatego jest taka nawierzchnia. Zdaję sobie sprawę, że trudno przyciągnąć Igę na każdy mecz, przy tym poziomie, na jakim ona jest" – powiedział.
Przypomniał też, że w Gliwicach nie gra Magdelena Fręch, bo miała inne plany, niezwiązane z reprezentacją.
Ukraiński zespół ma powody do zadowolenia
Wygrane swoich zawodniczek fetowali w gliwickiej PreZero Arenie ukraińscy kibice, których na widowni zasiadła spora grupa. W sumie piątkowe zmagania obserwowało ponad 5 tysięcy widzów. Kapitan ukraińskiej ekipy Ilia Marczenko zaznaczył, że oba mecze były podobne.
"Oba miały trudne początki i łatwiejsze drugie sety. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak zaprezentowały się nasze zawodniczki. Prowadzimy 2:0 i – oczywiście – to jest zaliczka przed sobotnimi grami" – stwierdził.
Switolina przyznała, że początki meczów były nieco nerwowe. "Ale to normalne w tego rodzaju spotkaniach, kiedy się gra dla swojego kraju. Myślę, że obie zagrałyśmy solidnie" – stwierdziła.
Plany na sobotnie mecze
Na sobotę zaplanowano debel Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa – Nadia Kiczenok, Ludmiła Kiczenok oraz single Linette – Switolina (ok. 13:30) i Kawa - Kostiuk (ok. 15:00).
Stawką spotkania w Gliwicach jest awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup, który obędzie się w dniach 21-27 września w chińskim Shenzhen. Mecz odbywa się w Polsce dzięki porozumieniu z Ukraińcami, którzy pierwotnie mieli być gospodarzami.
Biało-czerwone w pięciu poprzednich edycjach tej imprezy grały w elicie trzykrotnie. Dwa lata temu w półfinale uległy Włoszkom, które później wygrały triumfowały w Maladze.
