W bogatej karierze Magda Linette (47. WTA) już trzykrotnie trafiała na Mirrę Andriejewą (4. WTA) i tylko raz schodziła z kortu jako zwyciężczyni – podczas paryskich letnich igrzysk. Na tourze Rosjanka była bezlitosna i to ona była zdecydowaną faworytką w poniedziałkowy wieczór.
Sprawdź szczegóły meczu drugiej rundy Andriejewa – Linette
Gdyby nie ten smecz...
Pierwszy set zaczął się równo – Rosjanka znana z szybkiej i siłowej gry nie była w stanie narzucić swoich warunków. Ba, Linette miała break pointa już w pierwszym gemie. Niestety, ani go nie wykorzystała, ani nie obroniła się w gemie trzecim, gdy Andriejewa objęła prowadzenie z przełamaniem.
W piątym gemie Polka ponownie musiała się bronić, ale zgasiła break pointa, a następnie w najbardziej widowiskowej wymianie seta miała przewagę. Ostatecznie dopiero za czwartym razem obroniła się, ku rosnącej frustracji rywalki. Przy stanie 3:5 Rosjanka chciała Polkę dobić, lecz ta wygrała wojnę nerwów, smeczem domykając gema.
Mało tego, wyciągnęła również trzy break pointy i za trzecim razem lekki wolej pozwolił jej złamać Rosjankę! Wydawało się, że "momentum" jest jednoznacznie po stronie Linette, która utrzymała podanie na 6:5, a następnie miała aż pięć break pointów na wagę seta przy podaniu Mirry. Aż trudno w to uwierzyć – mając 40:0 przy podaniu 18-latki Polka miała dwa smecze na rakiecie i nie wykorzystała żadnego...
W drugim secie grała już tylko Andriejewa
Poznanianka chyba też nie mogła uwierzyć w ten obrót sytuacji. Ten set miał być jej. Momentalnie wymknął jej się tie-break, którego przegrała bez choćby jednej wygranej piłki. Dokładnie tak samo zaczął się drugi set: przeciekał Polce przez palce i kompletnie nie wiedziała, co ma zrobić.
Rozbita, uzyskała tylko punkt w dwóch gemach serwisowych, a po ponad 20 minutach było 5:0 dla Andriejewej. Linette zdołała jeszcze wygrać swojego gema honorowego zanim faworytka dopełniła dzieła, wygrywając 7:6(0), 6:1.
