Siniaková razem z Townsend we wtorkowe przedpołudnie potwierdziły rolę faworytek w ćwierćfinale French Open, a tenisistka z Czech po awansie zdradziła w rozmowach z czeskimi mediami, że niedawno otrzymała bardzo lukratywną propozycję.
Odezwała się do niej bowiem legendarna Serena Williams, która już wkrótce rozpocznie powrót na korty. Zagra w deblu w londyńskim Queen's Clubie, gdzie chciała wystąpić właśnie z Siniakovą, a ostatecznie zagra z kanadyjską rewelacją Victorią Mboko.
"Niestety w tym tygodniu, kiedy ona wraca, ja nie gram. Bardzo trudno było mi zdecydować, czy zagrać z taką legendą, czy trochę odpocząć. Uważam, że to świetne dla tenisa, że wraca. Zobaczymy, w jakiej będzie formie, ale zobaczyć ją znowu na korcie to naprawdę wow", powiedziała Siniaková.
Jej partnerka Townsend wiedziała, że taka propozycja od 44-letniej Amerykanki się pojawi, ale zapomniała poinformować o tym Siniakovą. "To była trochę zabawna historia. Dla mnie już sama wiadomość i jej numer to coś super", opowiadała czeska tenisistka.
W przyszłości bardzo chciałaby zagrać z jedną z największych ikon tenisa. "Jeśli uda się innym razem, będę bardzo szczęśliwa. Zagrać z nią to byłby zaszczyt. Bardzo mi było przykro, że tak wyszło, ale nie dało się tego pogodzić. Potem gram w kwalifikacjach w Berlinie".
