"Dałam z siebie wszystko, próbowałam różnych rozwiązań. Zostawiłam na korcie serce. Jestem dumna ze sposobu, w jaki grałam i jak walczyłam. Ona zagrała wręcz nierealnie i zdecydowanie zasłużyła na zwycięstwo i awans do finału" - Sznajder opisała swoje pierwsze wrażenia po meczu.
Chwalińska do Paryża przyjechała jako 114. zawodniczka rankingu i musiała przebijać się przez kwalifikacje. Sznajder natomiast była rozstawiona z numerem 25. Dzień wcześniej sprawiła wielką niespodziankę, eliminując liderkę listy WTA Białorusinkę Arynę Sabalenkę. To, że przegrała ze znacznie niżej notowaną Polka nie jest dla niej samo w sobie zaskoczeniem.
"Ludzie zdecydowanie przeceniają znaczenie rankingu" - podkreśliła Sznajder.
Polka sprawia niespodziankę za niespodzianką. W 1. rundzie wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0, a następnie w takim samym stosunku z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens. W 3. rundzie pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2, w 1/8 finału Francuzkę Diane Parry 6:3, 6:2, a w ćwierćfinale Rosjankę Annę Kalinską 7:6 (7-3), 6:3.
"Najpierw zobaczyłam, że wygrała z Zheng. Potem w dobrym stylu z Mertens i Sakkari. Nie miałam wątpliwości, że dobrze się tu poczuła. Jest nieprawdopodobnie pewna siebie i gra niesamowity tenis. Jej ranking nie ma znaczenia" - dodała Szanjder.
W Paryżu wrażenie robi styl gry Chwalińskiej, bardzo odmienny od tego, jaki obecnie demonstruje światowa czołówka, imponująca siłą. Drobna Polka braki fizyczne nadrabia w inny sposób, a zdaniem Rosjanki korty ziemny wyjątkowo sprzyjają jej stylowi.
"Po pierwsze ona niesamowicie porusza się po korcie. Pokrywa bardzo dużą przestrzeń. Do tego świetnie czyta grę. Nawet kiedy myślisz, że już wygrałaś punkt, ona tam jest i odgrywa piłkę. W dodatku robi to nie tak po prostu, żebyś mogła znowu zaatakować. Piłka wraca w sposób bardzo niewygodny, więc musisz dosłownie budować cały punkt od początku" - tłumaczyła Sznajder.
Nietypowe w meczu Polki z Rosjanką było to, że stanęły naprzeciw siebie dwie leworęczne zawodniczki. Sznajder, która z Chwalińską grała wcześniej tylko raz - w imprezie rangi ITF w Stambule cztery lata temu, przyznała, że jej sztab nie znalazł żadnego nagrania meczu Dąbrowianki z inną leworęczną rywalką.
"Grałyśmy długie wymiany, to był bardzo ciężki mecz. Dwa sety trwały ponad dwie godziny. Uważam, że to był tenis na bardzo wysokim poziomie. Mam wrażenie, że było mnóstwo świetnych akcji. Dla mnie to oczywiście bolesna przegrana. Jasne, że jestem rozczarowana, ale nie samym występem, a po prostu wynikiem meczu" - podsumowała Sznajder.
W finale Chwalińska po raz trzeci z rzędu zmierzy się z Rosjanką. Tym razem z rozstawioną z numerem ósmym 19-letnią Mirrą Andriejewą, która pewnie pokonała Martę Kostiuk 6:1, 6:3. Ukrainka, podopieczna trenerki Sandry Zaniewskiej, w 1/8 finału wyeliminowała Igę Świątek.
Sznajder, która z Andriejewą zdobyła na paryskich kortach srebrny medal igrzysk w grze podwójnej, jest gotowa dać rodaczce kilka rad na mecz z Chwalińską, jeśli ją zapyta.
"Powinna częściej niż ja iść do siatki, być jeszcze bardziej agresywna. Mirra ma też świetny serwis, więc to będzie jej atut" - oceniła.
