"Jestem naprawdę dumny z siebie. Walczyłem bardzo mocno, do ostatniego punktu". Berrettini zanotował udany debiut w Indian Wells, wygrywając z Mannarino oraz ze skurczami, które po meczu zatrzymały go na korcie przez pięć minut. W trzech setach i po dwóch godzinach oraz czterdziestu pięciu minutach gry pokonał francuza, a jego wytrzymałość fizyczna była najbardziej budującym sygnałem po licznych problemach zdrowotnych w ostatnich latach.
"Na początku trzeciego seta zacząłem odczuwać lekkie skurcze. Na początku byłem trochę zaskoczony, ale przypomniałem sobie, że jeszcze trzy dni temu miałem grypę, więc pomyślałem: 'Ok, to normalne'. Starałem się dostosować do sytuacji. Nie zacząłem meczu dobrze, on natomiast tak, ale udało mi się odwrócić losy spotkania".
"W tym turnieju warunki bardzo się zmieniają między dniem a wieczorem: gdy słońce zaszło, widziałem trochę lepiej. Cieszę się, bo znalazłem sposób, by walczyć: dobrze serwowałem i dobrze uderzałem piłkę. Jestem trochę zmęczony, ale zadowolony – dałem z siebie wszystko".
