W środowy wieczór pokonał Novaka Djokovicia, swojego idola, w prawdziwym dreszczowcu. Czy do błyszczącego już duetu Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera dołącza wreszcie trzeci młody talent?
To było prawdziwe widowisko. Dwie i pół godziny intensywnego tenisa, podczas których młody Anglik próbował zmęczyć coraz starszego Djokovicia.
Różnorodne skróty i urozmaicony styl gry sprawiły, że zmuszał weterana do biegania po korcie, wykazując się determinacją i agresją. Efekt? Draper zanotował 39 wygranych piłek, mimo kontrataków Djokovicia.
Ostatecznie mówi się, że o wyniku zadecydowała jedna wymiana. Ironią losu, to Djoković wygrał ją po 26 wyczerpujących uderzeniach.
"Wszystko rozstrzygnęło się na jednej piłce. Taki jest tenis. Zagraliśmy niesamowitą wymianę, która ostatecznie kosztowała mnie przełamanie. Wygrałem punkt, ale całkowicie mnie wyczerpał", przyznał 38-letni Djoković.
Draper ostatecznie wyszedł zwycięsko, bez wątpienia dzięki młodości i energii.
Przyjechał do Indian Wells, by bronić tytułu sprzed roku, co jest dla niego ogromną motywacją. Dwa tygodnie temu w Dubaju sprawdzał, czy jest gotowy, a teraz w Kalifornii znów gra tenis, który rok temu dał mu czwarte miejsce w rankingu ATP.
Djoković życzy mu powodzenia
"Nie sądzę, żeby poziom jego gry znacząco się różnił od tego sprzed kontuzji. Dziś to udowodnił", powiedział Djoković po meczu o Draperze.
"Wiadomo, że lubi te warunki, pasują do jego stylu. Po prostu gra bardzo dobrze, jest pewny siebie. A gdy złapie rytm, staje się bardzo groźny. To świetny zawodnik, świetny człowiek i życzę mu wszystkiego najlepszego w dalszej części turnieju".
Dla 24-letniego Brytyjczyka to ogromny zastrzyk motywacji. W końcu 24-krotny triumfator Wielkiego Szlema jest jego wzorem.
"Odkąd byłem dzieckiem, oglądałem, podziwiałem i uwielbiałem Novaka. Nawet teraz, gdy gra, zawsze go oglądam. A normalnie nie oglądam tenisa", przyznał Draper.
"Jego gra w wieku 38 lat jest niesamowita. Jestem wdzięczny, że wciąż tu jest".
Obecnie londyńczyk jest już w ćwierćfinale kalifornijskiego Mastersa, gdzie sprawdzi go Danił Miedwiediew. Ale nie chodzi tylko o obronę punktów z Indian Wells.
Draper może wysłać sygnał na przyszłość. Widać, że jest jednym z nielicznych, którzy mogą zagrozić obecnie dominującemu duetowi Sinnera i Alcaraza.
Nie wierzycie? Draper jest nieco starszy od tej dwójki i wraca po nieprzyjemnej przerwie. Ale wcześniej potrafił grać wyrównane mecze z każdym, a nawet pokonywać gwiazdorskich rywali.
Ma bilans 1:1 z Sinnerem, a cztery z pięciu setów rozstrzygały się w tie-breakach. Z Alcarazem wygrał dwa spotkania.

Do tej pory zdrowie mocno stopowało Drapera. Wcześniej były to mięśnie brzucha. Ostatnio stłuczona lewa kość ramienia.
Przez wiele miesięcy zmagał się z bólem wywołanym nietypowym urazem, którego nie dało się wyleczyć operacyjnie. Pomogła dopiero powolna, cierpliwa rehabilitacja. Przerwa trwała 164 dni, zanim rozegrał pierwszy mecz od ubiegłorocznego US Open. Ale najwyraźniej cierpiał przez cały poprzedni sezon.
Problemy najprawdopodobniej wynikały z gwałtownego wzrostu. Jack Draper mierzy obecnie 193 centymetry i należy do najbardziej masywnych zawodników na tourze. Choć jego ramiona są naprawdę imponujące, zapewnia, że nie trenuje ich przesadnie.
"Nie robię wyciskania na ławce. Nie ćwiczę, by wyglądać jak Mr Olympia, kulturysta. Ale oczywiście od czasu do czasu wykonuję specjalne tenisowe ćwiczenia na ręce", opowiadał Guardianowi o treningach poza kortem.
Powierzył swoje ciało trenerowi przygotowania fizycznego Mattowi Little’owi i fizjoterapeucie Shane’owi Annunowi – tym samym, którzy utrzymali Andy’ego Murraya na tourze aż do 36. roku życia, mimo poważnych problemów zdrowotnych.
Draper ma zdecydowanie inną sylwetkę niż wytrzymały Murray. "Mam budowę, która pozwala mi szybko nabierać masy mięśniowej. Teraz jednak pracuję nad nogami i ruchem. Tak czy inaczej, cały czas się wzmacniam", dodał o swoich przygotowaniach.
To prototyp nowoczesnego tenisisty. Wysoki, silny, zwinny. I leworęczny, co często jest dodatkowym atutem.
