Już po raz szósty w karierze Kamil Majchrzak (57. ATP) spotkał Miomira Kecmanovicia (58. ATP) i w Miami to Serb był faworytem – w końcu wygrał wszystkie trzy mecze od 2019 bez straty seta.
Sprawdź szczegóły meczu Majchrzak – Kecmanović w Miami
W pierwszym secie Serb był równiejszy
Ostatnio Piotrkowianin rozpieszczał kibiców świetnym startem meczów i teraz też tak było – zgarnął gema w mgnieniu oka, miał nawet break pointy w drugim, ale Serb obronił się umiejętnie i sprytnym minięciem w trzecim gemie sam przełamał. Po drodze as pomógł zgasić pierwszego break pointa, ale o dobrym serwisie Majchrzaka nie trzeba nikomu przypominać, zwłaszcza w obliczu pogoni za wynikiem.
W czwartym gemie Kamil odrobił stratę przełamania, choć po żmudnej walce. Za to samo przełamanie było popisowe – Piotrkowianin po długiej wymianie ustrzelił kraniec kortu, do którego Serb nie mógł dobiec. Niestety, chwilę później znów Polak był na musiku po zepsutym forhendzie. Miomir nie tylko przełamał na 3:2, ale też potwierdził gem później, zwiększając presję.
Kamil zareagował modelowo, nie oddając choćby punktu przy podaniu na 3:4. Mógł nawet przełamać na 4:4, ale ta sztuka się nie udała. Po dziewięciu gemach Kecmanović doszedł do piłki setowej i objął prowadzenie.
Od początku drugiego kontrola po stronie Polaka
To był ósmy set z rzędu, jakiego Serb wygrał z Majchrzakiem, a ten wyraźnie chciał powiedzieć dość. Świetnym returnem przełamał na sucho i wkrótce prowadził już 3:0 po efektownej finalizacji przy siatce. Zresztą, w tej części kortu był bezbłędny przez prawie cały mecz. Po trzech gemach potrzebował przerwy medycznej, a po pomocy fizjoterapeuty z prawą nogą szukał przełamania na 4:0.
Dopiero wtedy Serb otworzył wynik, jednak przy podaniu Polaka był bezsilny. Musiał jeszcze obronić dwa break pointy w szóstym gemie, zanim Piotrkowianin wypracował pierwszą piłkę setową. Kecmanović ponownie okazał się groźny na finiszu, ale nie na tyle, by zatrzymać wyżej notowanego rywala – as skończył seta.
Kecmanović w ciągłej defensywie
Wyraźnie przewaga była po stronie Kamila i sam też to czuł. Gdy podwójny błąd otworzył drogę do napoczęcia rywala w trzecim secie, Polak wymusił błąd i objął prowadzenie. Na 2:0 wyszedł po wymianie, w której właściwie zajeździł Serba i posłał piłkę w narożnik, gdy ten już się nie ruszył. Punkty nie przychodziły łatwo - to była zacięta walka, ale na warunkach Kamila.
W czwartym gemie znów kończył asem, a w piątym tylko taśma zatrzymała go przed uzyskaniem serii break pointów w efektownej wymianie. Poczekał moment i ostatecznie uzyskał przełamanie w tym samym gemie. Kecmanović w żadnym punkcie nie mógł czuć się już bezpiecznie. Zmarnował break pointa na 2:4, a po kolejnej popisowej wymianie Polak posłał piłkę po linii, na którą Miomir nie zdołał odpowiedzieć.
5:1 chyba ostatecznie podminowało Kecmanovicia, bo popełnił trzy kolejne błędy i dopuścił do piłek meczowych przy własnym podaniu, a Kamila w tym meczu dwa razy nie trzeba było zapraszać: returnem utrudnił odegranie i po aucie Miomira świętował zwycięstwo.

