Grand Prix Japonii (niedziela, 7:00)
George Russell wygrał w Australii, Kimi Antonelli wygrał w Chinach i wygląda na to, że jedyne pytanie jakie możemy sobie zadać przed Grand Prix Japonii brzmi - Russell czy Antonelli?
Charles Leclerc próbował przełamać dominację Mercedesa w kwalifikacjach, ale ostatecznie popsuł decydujące kółko i w pierwszym rzędzie na Suzuce znów ustawią się dwa Mercedesy. Przewagi Włocha można upatrywać w problemach sprzętowych Brytyjczyka, który strasznie narzekał na swój bolid, mimo że oczywiście był on zdecydowanie szybszy niż 10 pozostałych maszyn w stawce.
Trzecia runda tegorocznych mistrzostw świata to także oczywiście kolejne otrzaskiwanie się z nowymi bolidami i nowym systemem odzyskiwania energii. Wszystkie zespoły trzeci raz zgromadzą dane na ten temat, a potem bardzo długo będą mogły je analizować, ponieważ z kalendarza zostały wykreślone dwa kolejne wyścigi - w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej. Wyścig w Japonii to także kolejne doświadczenia dla kibiców, którzy wciąż wyrabiają sobie zdanie, czy nowa Formuła 1 jest lepsza czy jednak gorsza od poprzedniej generacji bolidów.
Ostatni taniec Kamila Stocha (niedziela, 10:00)
Pewnie wielu kibiców życzyłoby sobie radosnego i żywego tańca, a wyjdzie raczej wolny, do odtańczenia w melancholii wspomnień o tym, co wspólnie przeżyliśmy. W niedzielę o 10:00 Kamil Stoch po raz ostatni w karierze pojawi się na skoczni narciarskiej i choć to największa dostępna skocznia, to wielkich nadziei nie mamy.
Sam 38-latek nie szczędzi krytycznych słów ostatnim występom i aktualnej formie, więc nie zamierzamy leżącego kopać. Ale! Choćby nawet jutro Kamil lądował bliżej od przedskoczków, należy mu się od nas wszystkich owacja na stojąco. Dlatego obecność podczas ostatnich zawodów wielkiego mistrza jest obowiązkowa, zwłaszcza że… po raz pierwszy w karierze będzie jedynym Polakiem startującym w zawodach Pucharu Świata.
Finał ATP Masters w Miami (niedziela, 21:00)
Niedzielę i cały weekend kończymy w słonecznym Miami, gdzie oczy skierujemy co prawda na stadion nadchodzących mistrzostw świata, ale wystąpi w roli kortów tenisowych. W wielkim finale turnieju masters zmierzą się Dawid i Goliat, a właściwie Jiri i Jannik. Dla Czecha sam awans do finału to życiowe osiągnięcie, Włoch triumfował tu już przed rokiem. Tym razem jednak ma szansę dołączyć do elitarnego grona zdobywców Sunshine Double, ponieważ był też górą w Indian Wells. Jego seria 11 zwycięstw musi robić ogromne wrażenie i stawianie na jego wygraną nie daje nic u bukmachera – jest murowanym pewniakiem do zwycięstwa.
Sytuacja Lehecki jest o tyle ciekawa, że jego połówka drabinki była absolutnie szalona i nierozstawieni zawodnicy wycinali w pień tych topowych. Czy tylko dlatego dotarł tak daleko? Przed rokiem podobnie sceptycy mówili o Jakubie Mensiku, który potem świętował tytuł po odprawieniu Djokovicia. Dlatego czescy kibice w niedzielę zacisną kciuki wbrew ekspertom i bukom, którzy nie raz już się w Miami mylili.
