Jednym z głównych autorów polskiego zwycięstwa był wracający po siedmiomiesięcznej przerwie Hurkacz, który po porażce Igi Świątek z Belindą Bencic 6:3, 0:6, 3:6 doprowadził do decydującego miksta, wygrywając ze Stanem Wawrinką 6:3, 3:6, 6:3. Był to czwarty singlowy triumf Wrocławianina w Sydney, wcześniej pokonał m.in. trzeciego w światowym rankingu Niemca Alexandra Zvereva czy dziewiątego Amerykanina Taylora Fritza.
"Nie mam słów. To naprawdę niesamowite dla mnie, ale to też wielki dzień dla Polski, dla polskiego tenisa. Myślę, że to naprawdę wyjątkowe i niesamowite, że pokazaliśmy, jak silni jesteśmy jako zespół w tenisie. Zdobycie tego trofeum smakuje niesamowicie. Dwa razy byliśmy bardzo blisko. Jestem bardzo wdzięczny całej drużynie, każdemu za wspieranie się nawzajem, za to, że jesteśmy razem i cieszymy się rywalizacją" - przyznał Wrocławianin podczas konferencji prasowej po finale.
Wstępnie do składu miksta awizowani byli tradycyjnie Świątek i Hurkacz, ale podobnie jak we wcześniejszych meczach kapitan ekipy Mateusz Terczyński zdecydował się ostatecznie na Katarzynę Kawę i Jana Zielińskiego, którzy pozostawali niepokonani w tej edycji turnieju i przesądzili także o zwycięstwach nad Australią i USA w, odpowiednio, ćwierćfinale i półfinale. Swój mecz wygrali 6:4, 6:3. 33-letnia tenisistka z Krynicy-Zdroju zdobyła decydujący punkt w pierwszym secie, znacząco przyczyniła się też do wygranej w drugiej partii.
"Myślę, że zawsze się opłaca, gdy jest się odważnym podczas kluczowych akcji, zwłaszcza w grze podwójnej. Bardzo się cieszę, że wygraliśmy tego seta i ten mecz" - przyznała Kawa.
Ciężki mecz singlowy miała Świątek, która zaczęła dobrze, ale w drugim i trzecim secie obniżyła poziom. Po drugiej partii wyglądało na to, że poprosi o przerwę medyczną, tak się jednak nie stało. Podczas konferencji prasowej wiceliderka światowego rankingu przyznała, że z jej zdrowiem wszystko w porządku.
"Mam po prostu mocne zakwasy. Chyba pierwszy turniej w roku obciąża organizm trochę inaczej, niż te w trakcie sezonu. Na pewno nie byłam w drugim secie w najlepszej formie fizycznej. Belinda naprawdę to wykorzystała, żeby wywrzeć na mnie presję. Nic szalonego się nie wydarzyło. Myślę, że przegrana to była mieszanka tego, że straciłam intensywność i nie czułam się już tak dobrze na nogach. Powiedziałabym, że nie byłam już tak precyzyjna pod względem fizyki. Belinda jest bardzo agresywną zawodniczką, kiedy jest w formie. Potrafi naprawdę uderzać niesamowite piłki, nie popełniając przy tym błędów. W zeszłym sezonie miałam jednak podobne doświadczenia. Teraz dobrze się zregeneruję, będę miała kilka dni wolnego" - powiedziała Świątek.
"Uwielbiam te zawody drużynowe, naprawdę dużo energii z nich czerpię. Siedzenie na ławce rezerwowych jest takie ekscytujące, prawie jak granie meczu" - dodała Raszynianka.
W składzie biało-czerwonych byli też Katarzyna Piter i Daniel Michalski, którzy nie pojawili się na korcie.
Po drodze do finału biało-czerwoni pokonali Niemców i Holendrów po 3:0 w grupie. W ćwierćfinale wyeliminowali Australię 2:1, a w półfinale USA również 2:1.
W Sydney i Perth do rywalizacji przystąpiło 18 drużyn, podzielonych na sześć grup po trzy zespoły. Zwycięzcy grup awansowali do ćwierćfinałów, podobnie jak po jednej najlepszej drużynie z drugich miejsc w obu miastach.
United Cup był sprawdzianem przed wielkoszlemowym Australian Open, który rozpocznie się 18 stycznia. Do zdobycia jest też maksymalnie po 500 punktów do rankingów ATP i WTA, a pula nagród wynosi ponad 11 milionów dolarów.
