Obie tenisistki musiały przebijać się do turnieju głównego w Wuhan przez kwalifikacje. Fręch poradziła sobie gorzej niż Sawangkaew, bo w decydującym meczu lepsza od niej była Aoi Ito, która jest klasyfikowana na 361. miejscu w rankingu WTA, wygrała 7:6(3); 6:4. Japonka jednak szybko przegrała w pierwszej rundzie w Wuhan z Janice Tjen 3:6; 1:6. Polka jednak otrzymała szansę gry w głównej drabince po wycofaniu się kontuzjowanej Ukrainki Ołeksandry Olijnykowej. Tajka wygrała oba mecze kwalifikacyjne i awansowała do pierwszej rundy, gdzie czekało ją starcie z Fręch.
Polka zakończyła seta czterema asami
Pierwszy set stał pod znakiem przełamań, ale mimo wszystko lepiej przy swoim podaniu radziła sobie Magdalena Fręch, która utrzymała serwis w pierwszym gemie, a już w kolejnym "ukradła" gema serwisowego rywalce i objęła prowadzenie 2:0. W kolejnych dwóch gemach obie tenisistki straciły podanie, ale za moment Polka prowadziła 4:1.
Wtedy w końcu swoje podanie utrzymała Mananchaya Sawangkaew, a przy podaniu Fręch miała trzy break pointy z rzędu. Dwa z nich Magdalena obroniła, ale przy trzecim zagrała w aut, co sprawiło, że Tajka serwowała po doprowadzenie do remisu w pierwszej partii. Tak się jednak nie stało. Polka świetnie weszła w gema, tym razem to ona miała 40-0 przy podaniu rywalki, wykorzystała drugiego break pointa po błędzie rywali i serwowała po wygranie pierwszej partii.
Wtedy wydarzyło się coś, czego chyba nikt nie mógł się spodziewać. W dziewiątym gemie Fręch posłała aż cztery asy serwisowe z rzędu, nie dając swojej rywalce żadnych szans na włączenie się do gry i po 40 minutach gry wygrała pierwszego seta 6:4.
Zwroty akcji w drugiej partii. Fręch gra dalej w Wuhan
Drugi set rozpoczął się źle dla Polki, która została przełamana przy stanie 0:1 i szybko Sawangkaew wyszła na prowadzenie 3:0, mimo że Fręch miała trzy break pointy z rzędu. Od tego momentu zaczął się jednak dobry fragmenty gry dla Magdaleny, która dobrze czuła się przy swoim podaniu, a rywalka popełniała sporo błędów, co przełożyło się na wygranie aż pięciu gemów z rzędu przez Fręch.
Polka poszła za ciosem i miała już nawet wynik 40-0 przy serwisie Tajki, co dawało trzy piłki meczowe z rzędu. Jednak Mananchaya powiedziała jeszcze "sprawdzam", wyszła z bardzo dużej opresji i doprowadziła do sytuacji, że to przy swoim podaniu Fręch musiała zakończyć pojedynek.
Sawangkaew robiła wszystko, żeby ten mecz trwał dłużej. Posłała świetny forhend na 40-15, który dał jej dwie piłki na 5:5. Przy pierwszym break poincie Polka posłała szczęśliwe uderzenie w linie, a następnie dobry serwis i była równowaga. Bardzo długa akcja zakończyła się uderzeniem kończącym Fręch i miała czwartą piłkę meczową w tym pojedynku. Ostatecznie gem był bardzo długi, Tajka miała w nim łącznie sześć okazji na przełamanie i ostatnią z nich wykorzystała, doprowadzając do remisu.
Tie-break był konieczny, żeby rozstrzygnąć losy drugiej partii. W nim wciąż gra była zacięta, na zmianę stron obie schodziły przy stanie 3-3. Kolejna akcja była długa i wygrała ją Polka, ale w następnej Tajka odpowiedziała kapitalnym zagraniem. Sawangkaew popełniła błąd i Magdalena miała dwa serwisy na zakończenie meczu. Przegrała pierwszą akcję, ale za chwilę miała piłkę meczową, którą wykorzystała po uderzeniu rywalki w korytarz deblowy. Spotkanie trwało dwie godziny.
W drugiej rundzie dojdzie do starcia Fręch z Igą Świątek.
Wynik meczu:
Mananchaya Sawangkaew – Magdalena Fręch 3:6; 6:7(5)
