Po wielkoszlemowym finale na kortach im. Rolanda Garrosa na kolejny duży sukces 25-letniej Chwalińskiej trzeba było czekać cztery miesiące. Startów wielkoszlemowych w Wimbledonie (kontuzja) i US Open nie zaliczy do udanych. Nie brakowało głosów, które sugerowały, że Paryż był jedynie ewenementem w jej startach.
Tymczasem w chińskim Wuhan zawodniczka z Bielska-Białej znowu pokazała najwyższą klasę i wygrała turniej rangi WTA 1000. W finale pokonała Brytyjkę Sonay Kartal 2:6, 6:4, 6:2.
"Kartal to solidnie zbudowana kobieta, w przeciwieństwie do Mai. Było wiadomo, że Polka, by wygrać, musi sięgnąć po swoje techniczne rozwiązania i zaskoczenie, jakim razi rywalki. I to zrobiła. Brawo. Jednocześnie udowodniła, że Paryż nie był przypadkiem, bo nie może być przypadku, gdy ktoś przez dwa tygodnie utrzymuje najwyższą formę i pokonuje wyżej notowane rywalki" – powiedział PAP Przysiężny.
Gra Chwalińskiej mu imponuje, bo trochę przypomina jego styl. Oboje Ona także bazował na technice, którą przedkładał ponad siłę.
"Maja uwielbia grę kombinacyjną i to było widać. Zmienia rytm, gra skróty, do których rywalki często nie potrafią zdążyć. Potem odpowiada lobem. To wyczerpuje i irytuje przeciwniczki. Biorąc pod uwagę sposób gry, myślę, że doczekaliśmy się następczyni Agnieszki Radwańskiej" – uważa Przysiężny.
Finał w Paryżu sprawił, że Chwalińska przynajmniej na rok dostała przepustkę do gry w turniejach najwyższej rangi. Zwycięstwo w Wuhan przedłuża ten okres i powoduje, że na pewno na dłużej zadomowi się w czołówce rankingu WTA, w którym w poniedziałek zameldowała się na 11. pozycji.
Przysiężny zwrócił uwagę, że to da jej swobodę w opracowywaniu kalendarza startów i wyborze turniejów.
"Będzie też miała motywację do pracy przed nowym sezonem. Obecny zaraz się skończy, a taki sukces, jak wygrana w Wuhan, daje „kopa” na kolejne tygodnie. Gdyby go nie było, mogłoby przyjść przygnębienie. Dlatego uważam, że kolejny sezon może być dla Mai jeszcze lepszy" – podsumował były reprezentant Polski w Pucharze Davisa.
