27-letnia Jeanmonnot jest jedną z największych gwiazd igrzysk we Włoszech. Sięgnęła już po złoto w obu sztafetach, w tym mieszanej, po srebro w biegu indywidualnym na 15 km oraz brąz w sprincie. W sobotę może jeszcze poprawić ten dorobek - wówczas odbędzie się bieg ze startu wspólnego.
W chwilach relaksu znakomita biathlonista zmienia na chwilę dyscyplinę i uprawia, a raczej bawi się w narciarstwo wysokogórskie, które w czwartek zadebiutowało na igrzyskach olimpijskich.
To dyscyplina, w której narciarze rywalizują ze sobą, najpierw wbiegając na strome zbocze, następnie pokonując schody w butach z nartami na plecach, a na końcu zjeżdżając slalomem na dół trasy.
Jeanmonnot podchodzi do tego w nieco inny sposób, przede wszystkim w znacznie spokojniejszym tempie.
"Lubię robić sobie przerwę od biathlonu, żeby trochę się odciąć, z dala od zwykłego hałasu i emocji. To sport, który trenuję niezwykle powoli i czuję się naprawdę dobrze" – powiedziała po czwartkowym treningu w zasypanej śniegiem Anterselvie.
Jak dodała, jej trener uznał za dobry pomysł, żeby "trochę odpoczęła i nabrać sił".
"Naprawdę mnie do tego zachęcał. ?Fizycznie zmiana dyscypliny sportu już sama w sobie jest dobra. To coś, co mi pomaga. A przede wszystkim, wpływa pozytywnie na mój umysł. To trochę jak odcięcie się od hałasu i zgiełku otoczenia, oderwanie się od wszelkich wymagań, presji i ponowne znalezienie normalnego rytmu" – stwierdziła.
Jeanmonnot zdradziła, że przed końcem sportowej kariery ma jeszcze inny cel, który nie jest związany z biathlonem.
"Tutaj jest pięknie, ale nie mogę się tym w pełni cieszyć, nie podejmuję żadnego ryzyka, więc nie zapuszczam się daleko w góry. Nie mam wystarczających umiejętności, żeby dotrzeć do tych niesamowitych miejsc. Ale wciąż chcę zdobyć Mont Blanc przed końcem mojej kariery" – przyznała francuska multimedalistka.
