Śmierć Diogo Joty w wypadku drogowym latem 2025 roku nadal pozostaje dla Virgila van Dijka stratą, z którą trudno się pogodzić. W wywiadzie dla brytyjskiego magazynu "Man About Town” kapitan Liverpoolu otwarcie mówił o nieobecności przyjaciela i dawnego kolegi. "Trudno to zaakceptować i zawsze będzie to trudne” – wyznał holenderski obrońca.
Van Dijk ujawnił, że od samego początku priorytetem piłkarzy było wsparcie rodziny portugalskiego reprezentanta. "Naszym całkowitym i jedynym celem była i zawsze będzie Rute, dzieci oraz cała rodzina Diogo” – stwierdził. Jak podaje "Tribuna”, środkowy obrońca wspomniał również o powrocie do klubu po tragedii, wyjaśniając, że nikt nie mógł udawać, jakby nic się nie stało. "Jesteśmy grupą braci” – oświadczył, dodając, że jako kapitan stara się dbać o takie sytuacje i być w nie jak najbardziej zaangażowany.
Obrońca podkreślił również znaczenie zachowania dziedzictwa byłego napastnika oraz szacunku dla sposobu, w jaki każda osoba radzi sobie z żałobą. "Chcemy zapewnić, że jego duch i wszystko, co po sobie pozostawił, nigdy nie zostaną zapomniane” – stwierdził. Van Dijk uznał również, że tragedia zbliżyła do siebie grupę i przypomniał o hołdzie, jaki Liverpool złożył Portugalczykowi: "Wzniesiliśmy dla niego wspaniały pomnik obok Anfield”.
