Po ogromnym niedosycie z czwartego miejsca Damiana Żurka w finale na 1000 metrów, w piątek polscy fani zaciskali kciuki za Władimira Semirunnija, który na 10 000 metrów należał do 4-5 faworytów w stawce 12 uczestników finału.
Trzecia para rozgrzała emocje
23-latek swój bieg w trzeciej parze rozpoczął nieźle, o 1,31 sekundy wyprzedzając najlepszy dotąd czas okrążenia i utrzymywał się poniżej 30 sekund na okrążenie, zwiększając przewagę nad rywalami, nie tylko nad oglądającym jego plecy Stijnem van de Buntem.
Dopiero na połowie dystansu czas okrążenia Polaka przekroczył 30 sekund. Gdy dobijał do 8 km, tempo już wyraźnie spadało i zbliżał się do 31 sekund na okrążenie, a na twarzy widać było grymasy Władimira pracującego nad ostatnimi kilometrami. Na trzy okrążenia przed końcem poprawił czas do 30,26 i dopiero na ostatniej prostej nie udało się utrzymać czasu poniżej 31 sekund.
Mimo ogromnego zmęczenia, na półmetku zawodów miał pierwsze miejsce z czasem 12:39,08 s. To wynik nieco poniżej optymalnego scenariusza, ale solidny. Drugi był Van de Bunt, który dojechał 6,67 s wolniej, ale pozostali faworyci mieli wyjechać dopiero po czyszczeniu lodu. Sam zawodnik był umiarkowanie zadowolony. Podkreślał spory stres i nerwy, lód ocenił jako wolny, zwracał też uwagę na bardzo wysoką temperaturę w hali, która też wpływała na zawodników.

Wielkie nerwy do końca
W czwartej parze pojawił się faworyt gospodarzy, Davide Ghiotto. Równolegle jechał inny bardzo doświadczony uczestnik - Jorrit Bergsma z Holandii. Obaj zaczęli dystans wolniej od Semirunnija, a za półmetkiem znacznie lepszy Włoch tracił do Polaka ponad 4 sekundy. Zaczął jednak odrabiać stratę w fazie, w której 23-latek miał gorsze czasy. Presję zwiększył Bergsma i to on wyprzedził Włocha, na dwa okrążenia przed końcem miał już tylko 2,19 s straty. Swój bieg wygrał, ale straty do Polaka nie odrobił!
W piątej parze szczególnie niebezpieczny był Metodej Jilek, który zresztą dobrze zaczął. Jadący za nim Ted-Jan Bloemen szybko odpadł z walki o medale, za to Czech w bardzo dobrym stylu odrabiał stratę do Polaka. Za połową dystansu miał tylko 2 sekundy straty, ale co okrążenie odrabiał po 30 sekund, zatem na osiem okrążeń przed końcem wyprzedził wynik Semirunnija. Choć minimalnie zwolnił, to i tak zbudował przewagę nad Władkiem, która osiągnęła 5,65 s.
Ponieważ w ostatniej parze jechały dwa wielkie nazwiska, emocje w żadnym razie nie słabły. Sander Eitrem i Timothy Loubineaud zaczęli fantastycznie, a wyrównany bieg wydawał się wzajemnie ich motywować. Francuz zaczął szybciej tracić tempo przy niemal nienagannie równym Norwegu, jednak odliczanie ostatnich 10 okrążeń zmieniło dynamikę - Loubineaud odrabiał, a Norweg zaczął słabnąć. Przed ostatnimi dwoma kilometrami Francuz był na czele, a obaj spadli za Semirunnija. Nie odrobili - obaj tylk opadali z sił na ostatnich okrążeniach!
Klasyfikacja końcowa wyścigu na 10 000 m łyżwiarzy szybkich
Metodej Jilek - 12:34,43 s
Władimir Semirunnij - 12:39,08 s
Jorrit Bergsma - 12:40,48 s
Timothy Loubineaud - 12:44,20 s
Stijn van de Bunt - 12:45,75 s
Davide Ghiotto - 12:46,72 s
Riccardo Lorello - 12:56,22 s
Sander Eitrem - 12:47,11 s
Ted-Jan Bloemen - 13:00,01 s
Bart Swings - 13:05,60 s
Sigurd Henriksen - 13:27,29 s
Viktor Hald Thorup - nie ukończył
