Przejdź do głównej treści

"Z trenerem biegałem o piątej rano, uratował mnie". Borges opowiada o Szczecinie, Mendym i Sigmie

Borges opowiedział o Szczecinie, Mendym i Sigmie.
Borges opowiedział o Szczecinie, Mendym i Sigmie.sigmafotbal.cz

Od razu po transferze z Pogoni Szczecin wywalczył sobie miejsce w składzie piłkarskiej Sigmy Ołomuniec. Lewy uniwersalny obrońca Leo Borges (25) zwrócił na siebie uwagę już w debiucie, gdy w Prostějovie posłał potężne uderzenie zza pola karnego prosto w okienko. W ligowym debiucie zanotował asystę w wygranym meczu w Pilźnie. Ma za sobą także starcie ze Spartą, najbardziej utytułowanym czeskim klubem. „Przekonałem się, jak silna jest ta liga” – mówi w rozmowie z Flashscore.

Wytatuowany Brazylijczyk wyrósł w Polsce na jednego z najlepszych obrońców Ekstraklasy, choć jego droga była wyboista. Zaczęła się od pobudki o 4:30 i porannych biegów z trenerem, który uratował jego karierę. Teraz chce wygrywać z ambitną Sigmą.

Jak zaaklimatyzował się pan w Ołomuńcu?

Miasto wygląda pięknie, ludzie w klubie również są wspaniali. Naprawdę dobrze się tutaj czuję.

A jakie było pierwsze wrażenie z czeskiej ligi?

To wymagająca liga z silnymi zespołami. Dla mnie jest to świetna okazja do dalszego rozwoju. Jeszcze bardziej utwierdziłem się w tym przekonaniu w meczach z Pilznem i Spartą. Lubię grać w wymagających spotkaniach. To właśnie w wielkich meczach stajemy się silnym zespołem, choć ze Spartą nam nie wyszło i przegraliśmy.

Gra pan na pozycji lewego wahadłowego, co jest dla pana nieco nietypowe. Częściej występował pan w środku obrony albo jako boczny obrońca w czwórce. Jak się pan czuje w tej roli?

Już grałem na tej pozycji, więc nie jest to dla mnie nic niezwykłego. Jestem silnym i szybkim zawodnikiem, mogę pomagać kolegom na kilku pozycjach. Intensywność i dynamika są częścią mojego stylu gry oraz jedną z moich zalet, które wykorzystam także na wahadle.

W adaptacji najbardziej pomaga panu portugalski asystent trenera Jaime Monroy?

Oczywiście. To duża różnica, kiedy można porozmawiać z kimś w ojczystym języku. Możemy też swobodnie rozmawiać o wszystkim, co dotyczy klubu.

Czy kibice mogą oczekiwać od pana fantastycznych strzałów, takich jak ten przeciwko Prostejovowi, czy był to wyjątkowy przypadek?

Kibice mogą oczekiwać ode mnie wszystkiego. Jestem tutaj, żeby pomóc, i na pewno nie był to jednorazowy wyczyn. Ciężko trenuję właśnie z myślą o takich momentach, które decydują o wyniku.

Jak porównałby pan Sigmę Ołomuniec i Pogoń Szczecin?

To zupełnie różne kluby. W Pogoni zbudowałem sobie dom, a Szczecin jest wspaniałym miastem. Mam tam bardzo dobrych przyjaciół. Nawiązałem świetne relacje, które chcę utrzymać przez całe życie. To, że nie mam ich już codziennie wokół siebie, jak wcześniej, jest dla mnie największą różnicą. Naprawdę lubię Szczecin. Teraz jestem jednak w Sigmie i tutaj również chcę zapisać się w historii.

Jakie było pięć lat spędzonych w Polsce?

Na początku było trudno. Nie mówiłem po angielsku ani po polsku, byłem młody i wydawało mi się, że we wszystkim mam rację. Z czasem zrozumiałem jednak, że życie w piłce jest zbyt krótkie, więc musiałem się zmienić.

Najbardziej zmienił pana trener Jens Gustafsson, który przesunął pana na pozycję środkowego obrońcy. Z młodego zawodnika, po którym niewiele się spodziewano, stał się pan jednym z liderów zespołu.

Trener Jens Gustafsson miał ogromny wpływ na moje życie. Tylko dzięki niemu jestem dziś profesjonalnym piłkarzem. Zmienił moje podejście do futbolu. Na boisku często podejmowałem decyzje, które nie były dla mnie dobre. Dzięki niemu rozwinąłem się zarówno zawodowo, jak i osobiście. Czuję wobec niego wyłącznie wdzięczność.

Gustafsson publicznie powiedział, że kiedy trafił pan do Pogoni, był pan leniwy, mało spał i nie chciał ciężko pracować. Podczas zgrupowania dał panu ostatnią szansę. Każdego ranka musiał pan biegać z nim o piątej. Czy to był przełom, dzięki któremu stał się pan jednym z najlepszych środkowych obrońców w lidze?

W stu procentach. Miał absolutną rację. Wstawałem o 4:30, żeby biegać z nim wokół boiska. To był dla mnie bez wątpienia ogromny postęp i przełom. Zacząłem też czytać ciekawą książkę.

Jaką?

Nazywa się Relentless, a jej autorem jest Tim S. Grover. Książka pokazuje mentalność najbardziej utytułowanych sportowców, między innymi Michaela Jordana i Kobe'ego Bryanta.

Czego nauczył się pan w Szczecinie od Mendy'ego, mistrza z Manchesteru City, który podobnie jak pan jest lewonożnym obrońcą?

Mendy jest świetnym zawodnikiem. Każdego dnia uczyłem się od niego, jak być lepszym piłkarzem i jak myśleć, zanim coś zrobię. Ma ogromne doświadczenie, a przy tym jest bardzo przyjaznym i charyzmatycznym człowiekiem, który zawsze ma dobry humor. Bardzo mi pomógł i cieszę się, że mogłem być jego kolegą z drużyny.

Gdyby nie przeszedł pan do Sigmy, byłby pan gotów zostać w Szczecinie do wygaśnięcia umowy, czyli do końca sezonu?

Razem z agentami mieliśmy plan i różne możliwości korzystne dla obu stron, ale cieszę się, że wybrałem Sigmę. Podjąłem właściwą decyzję.

Właściciel Pogoni Alex Haditaghi powiedział, że w maju klub porozumiał się z panem w sprawie nowej umowy, ale po zmianie agenta zmienił pan warunki, przez co do porozumienia nie doszło. Czy tak było?

Jest w tym trochę prawdy, ale sytuacja wyglądała nieco inaczej. Rzeczywiście negocjowaliśmy nową umowę, ale nie zmieniłem agenta, ponieważ wcześniej po prostu żadnego nie miałem. W pewnym momencie negocjacje bardzo się zaostrzyły i zdałem sobie sprawę, że potrzebuję profesjonalnego wsparcia. Dlatego zdecydowałem się rozpocząć współpracę z agencją Proprofil, aby doświadczeni ludzie prowadzili negocjacje w moim imieniu, a ja mógł skupić się na piłce i pracy na boisku.

Co działo się za kulisami transferu do Sigmy?

Stało się to bardzo szybko. Rano zadzwonili do mnie agenci i powiedzieli, że Pogoń prowadzi rozmowy oraz że mam czekać na informacje dotyczące kolejnych kroków. Kilka godzin później ponownie zadzwonili i przekazali mi, że nie pojadę z zespołem na mecz pucharowy. Następnego dnia poinformowali mnie, że transfer jest sfinalizowany. Szczerze mówiąc, byłem zaskoczony, ale tak działa piłka. Ufam swoim agentom, mają wszystko pod kontrolą.

W pożegnalnej wiadomości powiedział pan, że „czas zrobić krok do przodu”. Czego panu zabrakło, by wykonać ten krok w Szczecinie?

Pogoń stała się dużą częścią życia Leo Borgesa. Miałem jednak poczucie, że po pewnym czasie przestałem się rozwijać, i to był główny powód mojej decyzji. Jestem zawodnikiem, który lubi codziennie się poprawiać.

Pogoń dwukrotnie była bardzo blisko zwycięstwa w Pucharze Polski. Który z przegranych finałów na Stadionie Narodowym bolał pana bardziej? Czy wciąż dręczy pana nieudane podanie w dogrywce przeciwko Wiśle Kraków?

Oba finały były niezapomnianymi przeżyciami. Do dziś je wspominam. Nie jest łatwo zapomnieć o tamtym błędzie, ale musiałem patrzeć do przodu i starałem się nadal pomagać Pogoni najlepiej, jak potrafiłem.

Co jako piłkarz pomaga panu zachować właściwe podejście w trudnych chwilach albo po krytyce?

Piłka niesie ze sobą również tę stronę krytyki, ale nie wpływa to na mnie negatywnie. Kiedy ktoś mnie krytykuje, zastanawiam się, jak mogę się poprawić. Jeśli naprawdę dałem z siebie wszystko, idę dalej z podniesioną głową i czystym sumieniem, bo wiem, że zrobiłem maksimum.

Jakie są pana ambicje w Sigmie, która w poprzednim sezonie grała w 1/8 finału Ligi Konferencji?

Chcę wygrywać. To moja ambicja w Sigmie, niezależnie od tego, o jaki mecz czy rozgrywki chodzi. Interesują mnie wyłącznie zwycięstwa.

Jaki jest pana kolejny wielki cel? Transfer do jednej z czołowych europejskich lig, gra w europejskich pucharach z Sigmą czy może powrót do Brazylii, by pewnego dnia znów tam występować?

Każdy piłkarz chce grać na najwyższym poziomie i nie jestem wyjątkiem. Wiem, że mnie na to stać, i będę nad tym pracował. W koszulce Sigmy pokażę wszystko, co najlepsze, i mam nadzieję, że będę mógł tutaj pomóc zespołowi.

Co dał panu pobyt w drugim zespole Porto?

W Porto było to wspaniałe doświadczenie. To naprawdę wielki klub z bogatą historią. Był to mój pierwszy zespół w Europie, więc przeżyłem coś wyjątkowego. Pobyt w Porto był krótki, ale wiele nauczyłem się tam o futbolu. Dla mojej kariery było to bardzo cenne pierwsze doświadczenie z europejską piłką.

Kto był pana idolem w dzieciństwie?

Kiedy byliśmy dziećmi i rozmawialiśmy w Brazylii o piłce, patrzyliśmy na legendy. Ja zawsze podziwiałem Marcelo. Był dla mnie wspaniałym zawodnikiem, ale cały czas myślałem też o sobie i o tym, jak mogę zapisać się w historii.

Czy również dziś, w czasach sztucznej inteligencji i smartfonów, najlepszą zabawką brazylijskich dzieci wciąż jest piłka?

Oczywiście. Jako Brazylijczyk nie myślisz o niczym innym. Liczy się tylko piłka.

Opinia trenera Sigmy Pavla Hapala:

"Leo świetnie zaaklimatyzował się w szatni. To bardzo komunikatywny chłopak. W meczach zaprezentował się przyzwoicie, w Pilźnie bardzo dobrze, a także w spotkaniu ze Spartą nie odstawał poziomem. Dobrze, że może grać na kilku pozycjach – jako stoper i wahadłowy. Ostatnio występował głównie na lewym wahadle, ale sprowadzaliśmy go jako wzmocnienie do trójki stoperów. Jesteśmy z niego zadowoleni".

Wybierz Flashscore w GoogleCzytaj nasze artykuły częściej
DodajDodaj w Google

Piłka nożna

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen