W środę zwyciężył Amerykanin Jordan Stolz, drugie miejsce zajął Holender Jenning de Boo, a trzeci był Chińczyk Zhongyan Ning.
"Niemalże idealny bieg, oprócz prostej krzyżówkowej, gdzie miałem zbyt dużą prędkość. Brakowało mi tej drugiej osoby, żeby się pościgać. Gdybym jechał z Jenningiem albo z Jordanem, byłoby mi lepiej, a tak musiałem jedno odbicie odpuścić, żeby się nie zderzyć płozami, a to było na wejściu w wiraż. Ale biorę to na klatę" - powiedział Żurek.
W sobotę czeka go jeszcze bieg na 500 m, czyli na dystansie, na którym w tym roku osiągał jeszcze większe sukcesy.
"Cieszę się, że jestem czwartym zawodnikiem igrzysk olimpijskich, że trafiliśmy z topową formą na igrzyska, wszystkie parametry są na najwyższym poziomie. Jest optymizm, patrzę z nadzieją na 500 m. Wiem, że jeżeli przejadę dobrze technicznie i taktycznie bieg oraz będę miał trochę szczęścia, to rolę się odwrócą" - zaznaczył.
W rozmowie z dziennikarzami od 26-letniego zawodnika biły spokój, opanowanie, pewność siebie i przekonanie, że czwarte miejsce nie jest rozczarowaniem, a faktycznie dobrym sygnałem przed koronnym dystansem.
"Nie patrzę na rywali, nie przyglądam się, kto, ile - ja po prostu skupiam się na sobie. Startowałem w dziesiątej parze, połowa stawki by nie wytrzymała tej presji, a ja udowodniłem sobie, że daję radę. Tak więc (w sobotę - red.) dajcie mi dobrą parę, to będzie fajne ściganie!" - zadeklarował.
Najbliższe dwa dni Żurek spędzi na regeneracji. Jak wspomniał, na razie jego najważniejszym celem jest "dobrze zjeść i dobrze się wyspać".
