"Przeszliśmy razem przez tak wiele – przez kontuzje, rozczarowania, porażki", powiedział wzruszony Zverev do swojego zespołu podczas ceremonii wręczenia trofeum po pokonaniu Włocha Flavio Cobollego w finale French Open.
"Byliśmy przegranymi w niektórych momentach, ale teraz jesteśmy mistrzami Wielkiego Szlema. To się liczy".
Triumf Niemca 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1 zakończył jedną z najtrudniejszych dróg do wielkoszlemowego tytułu w historii tenisa.
Cztery lata po tym, jak opuszczał Roland Garros na wózku inwalidzkim z siedmioma złamanymi kośćmi w stopie, i dwa lata po bolesnej porażce w finale w Paryżu z Carlosem Alcarazem, Zverev w końcu sięgnął po upragnione trofeum.
29-letni zawodnik podziękował zespołowi, który trwał przy nim mimo przeciwności, żartując, że nie może się pozbyć ani ojca, który prowadzi go przez całą karierę, ani brata Mischy. Podziękował także swojemu trenerowi przygotowania fizycznego, z którym współpracuje od 2014 roku.
"Prawdopodobnie mam najdłużej współpracujący zespół i trenera w całym tourze", powiedział.
Zverev skierował też ciepłe słowa do Cobollego, którego przełomowy turniej zakończył się o jedno zwycięstwo za wcześnie, by sięgnąć po wymarzony tytuł Wielkiego Szlema.
"Z całego serca życzę ci, żebyś już wkrótce podniósł to trofeum", powiedział Zverev Włochowi. "Jesteś jednym z najlepszych ludzi na tourze".
Cobolli poświęcił kilka minut na ochłonięcie po pięciosetowej porażce, po czym pochwalił Zvereva.
"Cieszę się z twojego sukcesu, ale jest mi też smutno, bo byłem blisko i teraz, gdy spełniłeś swoje marzenie, czuję to jeszcze mocniej. Pozwól mi wygrać następnym razem", powiedział Włoch, zanim jego rodak Adriano Panatta, ostatni włoski triumfator Roland Garros z 1976 roku, wręczył Zverevowi Puchar Muszkieterów.
"To był najlepszy tydzień mojego życia. Zawsze oglądałem Roland Garros w telewizji, ciebie Adriano nie pamiętam, bo nie było mnie jeszcze na świecie, ale to był zaszczyt i przywilej mieć cię tutaj. Czułem lekką presję, bo zawsze trudno gra się przy twojej obecności".
Cobolli podziękował także swoim kibicom ubranym na niebiesko.
"Chcę podziękować tej niebieskiej ścianie za mną. Nie mogę na was patrzeć, bo się rozpłaczę", powiedział.
"Chcę was tylko o jedno poprosić: chcę zobaczyć uśmiechy na waszych twarzach, bo to była fantastyczna przygoda być tutaj z wami. Dziękuję, że przyszliście. Moja mama wciąż żyje, więc jestem szczęśliwy".
